Sztuka broni się sama. Nieoczywiste piękno

Myślę, że rzeźba Jacopo Cardillo broni się sama, chociaż warto wysłuchać też tego, co ma do powiedzenia artysta. Dzieło bez świadectwa twórcy jest niekompletne. To tak, jak człowiek postrzega swój sens i odkrywa godność, patrząc na Boga, który go stworzył i miał bardzo konkretną wizję tego twórczego aktu.

Kilka dni temu przygotowywałem materiał o niezwykle ciekawym popiersiu papieża Benedykta XVI, które wystawiono w Rzymie. Wzbudziło ono jednocześnie podziw i niemałe kontrowersje. Zastanawiałem się, jak rzeźba zostanie przyjęta w Polsce. Rzeczywiście opinie były podobnie skrajne, chociaż nie było ich wcale tak wiele, jak przypuszczałem. Większość ludzi wyrażała swoją opinię za pomocą prostych reakcji na Facebooku. Wśród komentujących głosy mówiące “piękny” i “niesamowity” ustępowały jednak słowom oburzonych “hańba” i “obraza”. Chciałbym opowiedzieć wam, dlaczego uważam tę rzeźbę za piękną bez odwoływania się do argumentów “nie każdemu musi się podobać”. Spróbuję trochę obronić sztukę przed – mam wrażenie – świętym oburzeniem.

Do rzeźby przedstawiającej Benedykta XVI bez koszulki podchodziłem początkowo z niedowierzaniem i dystansem. Jednak kiedy zatrzymałem się na niej samej i spróbowałem odciąć od całego kontekstu newsowego, stwierdziłem, że jest to… jedna z ciekawszych rzeźb, jaką widziałem w ostatnim czasie. Na swój sposób piękna. To obraz człowieka u kresu życia, pokornego i spełnionego. Autor rzeźby Jacopo Cardillo jest wielkim fanem papieża Benedykta. Zdradził, że pierwotna rzeźba powstała u schyłku jego pontyfikatu. Papież był wtedy przedstawiony w pełnych szatach. Gdy ogłosił światu swoją rezygnację, Cardillo pod wpływem silnego poruszenia postanowił skuć szaty i przedstawić Benedykta XVI bez koszulki, uwydatniając realistycznie jego zmarszczone ciało. Pozostawił jedynie piuskę i pierścień rybaka jako symbole władzy i autorytetu. Artysta jednocześnie zachował cały pył i fragmenty skutych szat, jakby była to najprawdziwsza relikwia. Stały się one symbolem przemijania. Czemu miało służyć to “obnażenie” papieża? Miało pokazać to, co sam Benedykt silnie podkreślił swoim odejściem – człowieczeństwo. Czy się udało? Do mnie ten obraz przemawia również bez wyjaśnień autora. Widzę na nim pięknego człowieka pogodzonego ze swoim przemijaniem.

Trzy poziomy zrozumienia krytyki

Problem w odbiorze tego dzieła widzę na trzech poziomach. To, co rzuca się w oczy od razu i prowokuje niemalże natychmiastowo, to fakt przedstawienia osoby znanej i bliskiej. To trochę tak jak z oglądaniem własnych zdjęć – budzi się w nas zażenowanie. Patrząc na własny wizerunek, tak naprawdę sięgamy głębiej, nie zatrzymując się tylko na nim samym. Mamy wrażenie, że widać wszystkie nasze myśli, tajemnice i rzeczy, których nie chcemy innym pokazywać. I z popiersiem Benedykta jest podobnie, w niektórych budzi się lęk przed “zdemaskowaniem” papieża emeryta. Jednak w tym przypadku nie zauważamy, że to tylko interpretacja. Popiersie nie jest przecież papieżem Benedyktem. To próba uchwycenia ograniczonej liczby elementów, które wskazują na niego, którymi on jako człowiek dysponuje, ale nim nie są. Podobny paradoks widzę często w postrzeganiu krzyża. Trudno przyjąć, że krzyż na ścianie jest jedynie symbolem Jezusa i ofiary złożonej na nim. Przez krzyż oddajemy cześć i szacunek Bogu, ale sam krzyż Bogiem nie jest. Gdybyśmy zobaczyli rzeźbę półnagiego, starzejącego się św. Piotra, myślę, że nie byłoby takiego sprzeciwu. Choć jest ważny dla Kościoła, to jednak nie tak bliski jak papieże naszej epoki.

Drugim dnem krytyki – i moim zdaniem zdecydowanie poważniejszym – jest wynaturzenie starości. Z jednej strony starość zamknięta w słowach i metaforach kojarzy nam się z czymś nobilitującym, jest alegorią mądrości i zbliżania się Boga, do sensu życia. Jednak starość nas też przeraża. Boimy się starości pokazanej za pomocą obrazów, bo starość to często też okres niedołężności, uzależnienia od pomocy innych, daleki od poczucia estetyki. Krótko mówiąc o starości pięknie się mówi, ale przykro na nią patrzeć. Przypomniała mi się w tym miejscu piękna homilia abpa Henryka Muszyńskiego wygłoszona podczas Lednicy Seniora w 2012 roku. Mówił wtedy o spotykaniu Chrystusa “na zakrętach” ludzkiego życia. Takim nagłym choć oczekiwanym zakrętem jest właśnie starość: “Proces starzenia się człowieka jest procesem naturalnym, będącym częścią życia, który trzeba zaakceptować i to nie jako nieszczęście, ale jako dar. Trzeba się dzielić tym, co otrzymaliśmy, i wreszcie docenić talenty wieku dojrzałego” – mówił emerytowany arcybiskup gnieźnieński. Powiedział też coś, co absolutnie mnie urzekło, porównując spotkanie młodzieży do spotkania seniorów. “Ożywia nas ten sam duch, ta sama radość, ta sama wiara i to samo hasło. Chcemy dziś powiedzieć, miłość nas już odnalazła!”. Starość też może być czasem zakochania, czekania na miłość, ale tym razem w wymiarze wiecznym. I takie świadectwo swojego starzenia się daje nam Benedykt XVI. Przyjął swoje ograniczenia i docenił talenty wieku dojrzałego nam jeszcze niedostępne. Czy ciało starszego człowieka powinno nas gorszyć? Nie, i w przypadku popiersia papieża emeryta granica nie została przekroczona. Bardzo subtelnie ukazano nam prawdę, szanując też w pełni nagość Benedykta XVI.

Trzecim aspektem jest nasze podejście do ciała w ogóle. Wciąż pokutuje przekonanie o tym, że ciało jest czymś gorszym od duszy, a co za tym idzie – siedliskiem wszelkiego zła. Tymczasem Jezus przypominał, że prawdziwa nieczystość wychodzi z wnętrza człowieka (por. Mk 7, 15). Mam wrażenie, że doprowadziło nas to ostatecznie do postrzegania ciała wyłącznie w sposób erotyczny, a idąc dalej do postrzegania erotyczności jako czegoś wyłącznie gorszącego. Nie chciałbym nikogo urazić, ale argumenty, że przedstawienie papieża bez koszulki może być erotycznym obnażeniem, mówi chyba najwięcej o ludziach, którzy taki zarzut formułują. Rzeźba przedstawia ciało, a znaczenie i przeznaczenie ciała  sięga głębiej i nie służy wyłącznie prokreacji i erotyce. W sakramencie chrztu i obrzędach pogrzebowych wspominamy ciało jako świątynię Ducha Świętego. Popiersie Benedykta XVI nie jest erotyczne. Częściowa nagość papieża została przedstawiona subtelnie, nie naruszając jego godności.

Ogołocenie papieża z szat i większości insygniów, przez pryzmat których jest postrzegany, prowadzi nas też do zrozumienia sensu urzędu papieskiego i każdego innego w Kościele jako służby. Urząd nie jest ważniejszy od człowieka, ale też człowieczeństwo wpływa na pełnienie urzędu. W wykonaniu Benedykta XVI to teologia skromności i pokory.

Wszystko zależy od kontekstu

Przy okazji dyskusji nad rzymską rzeźbą znajomy przypomniał mi pewien obraz – “Polak 1979” autorstwa Leszka Sobockiego. Przedstawiał papieża Jana Pawła II i był łudząco podobny do popiersia Benedykta XVI. Papież ma na nim jedynie piuskę, a spod jego skrzyżowanych w geście modlitwy dłoni wyłania się błękit. Obraz powstał w czasach komunizmu, gdy cenzura ograniczała do minimum informowanie o nowo wybranym papieżu, a mówienie o nim postrzegała jako akt sprzeciwu politycznego. Obraz jednak znalazł się na wystawie “Polaków portret własny”. Leszek Sobocki sprytnie połączył gesty i znaki dające pewność, że jest to Jan Paweł II, ze swoją podobizną i ciałem, które kamuflowało oczywistą obecność polskiego papieża. Tym bardziej forma aktu wprawiła funkcjonariuszy cenzury w zakłopotanie i dezorientację. Obraz został jednak dobrze przyjęty, bo pełnił też funkcję manifestu społecznego i sprzeciwu wobec władzy. Do dziś większość ludzi w Polsce tak postrzega sztukę, poprzez jej przydatność w budowaniu poczucia narodowości lub jako bunt wobec ruchów, które temu poczuciu się sprzeciwiają. Mnie osobiście obraz Leszka Sobockiego urzeka. Nie mówi mi nic o sytuacji politycznej, a wiele o sytuacji konstruowania się wnętrza człowieka. Jeśli jestem człowiekiem modlitwy i refleksji, to mam w środku niebo, które emanuje na zewnątrz na innych. Cytując ks. Popiełuszkę: “wolność jest w nas”.

Sztuka nie opiera się jedynie na poczuciu estetyki, a mówienie, że coś nam się podoba lub nie, jest dużym uproszczeniem. Sztuka ma coś z mistyki i przepowiadania, jest urzeczywistnieniem metafor i intuicji twórcy. Dlatego tak dobrze i pięknie współgra ona z wiarą. Wiara wyrażona w teologii jest często precyzyjna, ale niezrozumiała. Sztuka pozwala nam zobaczyć coś bliższego sercu. Sztuka pozwala nam zrozumieć bardziej sens niż literę prawa i dotyczy to wszystkiego, co bierze na swój warsztat. Sama w sobie jest jednocześnie jakąś prawdą i interpretacją prawdy. Moje doświadczenie pokazuje, że służy ona raczej zadawaniu pytań niż odpowiadaniu na nie. Ludzie, którzy nie lubią pytań, wyznaczają też sfery, o które pytać nie wolno. Powstają tematy tabu, które nie podlegają żadnej interpretacji.

Pytanie o granice sztuki jest banalne i źle zadane, bo co do zasady sztuka nie powinna mieć granic, jeśli rozumiemy poprawnie jej sens. Warto natomiast pytać jakie cele spełnia i nie chodzi wcale o jej użyteczność, ale o to, czy rzeczywiście służy jakiejś prawdzie, czy jest wyłącznie sama dla siebie, zapatrzona w swoją awangardowość. Sztuka to język uniwersalny, najbardziej nieprecyzyjny i najszybciej aktualizujący się. Trzeba to mieć na uwadze, żeby nie wpaść w sidła dosłowności. Przez lata zmieniają się nie tylko same symbole, ale też rozumienie, po co nam w ogóle symbolika.

Twórca i  jego dzieło

Myślę, że rzeźba Jacopo Cardillo broni się sama, chociaż warto wysłuchać też tego, co ma do powiedzenia artysta. Dzieło bez świadectwa twórcy jest niekompletne. To tak, jak człowiek postrzega swój sens i odkrywa godność, patrząc na Boga, który go stworzył i miał bardzo konkretną wizję tego twórczego aktu. Dlatego zachęcam, żeby nie przyjmować wyjaśnień autora jako nieudolnej próby zamaskowania braków dzieła. Spotkanie z twórcą i jego przekonaniami ubogaca nasze postrzeganie i wcale nie musimy się z nim zgadzać! Warto pamiętać, że żadna interpretacja nie jest jedyną słuszną – w tym jest chyba prawdziwa wolność sztuki.

Żałuję, że nie miałem okazji zobaczyć tego popiersia osobiście. Cardillo w taki sposób ukazał spojrzenie papieża, że odwiedzający wystawę mają szansę poczuć, że Benedykt XVI wodzi za nimi wzrokiem. Cel, jaki przyświecał rzeźbiarzowi, zwalił mnie totalnie z nóg: “Co się stanie, jeśli dzieło sztuki spojrzy na ciebie? Nie tylko ty patrzysz na niego, on również patrzy na ciebie, a to znaczy, że też jesteś arcydziełem. Każde istnienie jest arcydziełem Boga”.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu DEON.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *