Suma wszystkich strachów

Nie wierzę w islam, nie uznaję proroka Mahometa, nie fascynuje mnie kultura arabska, nie zachwycam się Koranem. Ale szanuję muzułmanów i nie mam problemu z tym, żeby praktykowali własną wiarę również w Polsce. Bywają dni, że się zastanawiam i obawiam, ale wtedy Jezus przypomina mi, że „prawdziwa nieczystość wychodzi z człowieka”. To nie wiara czyni nas złymi, ale my wykorzystujemy wiarę, by czynić zło.

To, że Janusz Korwin-Mikke budzi się raz na jakiś czas, by kogoś obrazić, mnie nie dziwi, choć wciąż oburza. Tym razem jednak przekroczył wszelkie granice, porównując uchodźców do „rozwścieczonych orków”. Podwójnie przykre jest, że internauci w Polsce podchwycili to bardzo szybko jako wyborny żart. A ja wśród tych „orków” widzę twarze dzieci i dorosłych, uciekających przez morze. Widzę ich zakrwawione ciała, które co jakiś czas pojawiają się na zdjęciach w różnych agencjach informacyjnych. I chociaż jest to zaledwie garstka zdjęć, które mijam codziennie, przygotowując materiały prasowe – pozostają w mojej głowie. Nie umiem spać, wiedząc, że syryjska tragedia jest polem do żartów dla ludzi w „katolickim” kraju.

Już dawno przestałem rozróżniać potrzebujących wg wyznawanej przez nich wiary. Nie mam problemu z samym islamem. Poznałem w życiu kilku muzułmanów – to za mało, żeby powiedzieć, że wszyscy są ok. Ale ile razy na podstawie kilku szaleńców „poznanych” jedynie z wiadomości wyrabiamy sobie opinię o wszystkich muzułmanach? To ten sam schemat.

<<Muzułmanie bohatersko ratowali ludzi w londyńskim pożarze>>

Wierzę, że w Polsce jest więcej osób, którym leży na sercu dobro mahometan. I mówię tutaj o zwykłych „szarych” obywatelach. Dialog w tej sprawie jest jednak niemożliwy z jednego ważnego powodu. W Polsce mówienie o islamie (i uchodźcach) to symboliczne przeciąganie liny, a po środku jestem ja – człowiek, który ma mętlik w głowie. Z jednej strony słyszymy okrzyki zrównujące muzułmanów z każdym możliwym złem na świecie. Są w Polsce ludzie, dla których szatan i muzułmanin są tym samym [sic!]. Po drugiej stronie ludzie zafascynowani islamem. Nie potrafią zrozumieć jednej rzeczy: akceptacja to nie jest fascynacja. Nie zmusisz kogoś, by pokochał odmienność drugiego człowieka w takim stopniu jak ty. Ludzie czują się nawracani na islam, i że brakuje szacunku dla ich wiary. Dla przeciętnego Polaka to jak polewanie raz zimną, a raz gorącą wodą. Od tego dostaje się wstrząsu.

Ale moje doświadczenie pokazuje, że można rozmawiać o kryzysie uchodźczym bez zbędnych emocji. Trzeba brać pod uwagę obawy ludzi, często irracjonalne, ale dla nich najprawdziwsze na świecie. Ci ludzie nie boją się przyjąć do swojej społeczności obcej rodziny. Oni boją się medialnego szumu, który wędruje za każdym takim gestem. Mają sporo wyrozumiałości i zaufania, ale w atmosferze, jaką kreują politycy, tak naprawdę nie wiedzą, co sami czują i myślą. Może po przeczytaniu tego tekstu „przeciętny Kowalski” stanie się synonimem Polaka, z którego możemy być dumni. Nie ignoranta-nacjonalisty i nie lewaka-degenerata, bo tymi dwiema kłamliwymi kalkami posługują się media. Polska ma więcej odcieni.

Pozostaje jeszcze pytanie, jak odpowiedzieć tym wszystkim, którzy wypowiadają się z agresją w sposób poniżający o uchodźcach? Zostańmy na chwilę w tej uwłaczającej ludzkiej godności stylistyce pana Korwin-Mikkego. Chcecie widzieć w uchodźcach i muzułmanach „hordy rozwścieczonych orków”? Nie zapominajcie, kto ich stworzył. W powieści Tolkiena stworzenie orków jest uznawane za najgorszy ze wszystkich czynów popełnionych przez Melkora, który był istotą światła (lub jak kto woli oświeconą). Został posłany, by czynić dobro. Dopuszczał się najgorszych występków, ale właśnie o stworzeniu orków Tolkien powiedział, że to był najgorszy z możliwych czynów. Torturowane, okaleczone, okradzione z godności elfy – to właśnie orkowie.

Jeśli widzicie w uchodźcach orków, to macie się za wyższe istoty, lepsze. To jesteście jak Melkor. I dopiero teraz możemy zacząć mówić o prawdzie. Porozmawiajmy więc o odpowiedzialności za to, co się dzieje na świecie. Kto stworzył dzisiejszego uchodźcę? To nie tylko Syria, ale praktycznie większość Azji, Ameryka Południowa i prawie cała Afryka, które są umęczone przez zachodnią cywilizację. To też podwaliny jednej z największych i wzorcowych demokracji w dzisiejszym świecie – zbudowanej na krzywdzie Indian.

Odpowiedzialność za wojnę syryjską, sudańską czy konflikty polityczne w Ameryce Południowej ponosimy my wszyscy. Krwawe diamenty, złoża gazu i ropy, kopalnie uranu, narkotyki – po to pojechaliśmy do Afryki, Azji i Ameryki. I próbowaliśmy kupić tamtejszych ludzi. W Afryce daliśmy im broń, Indianie dostali od nas alkohol, a ludność Ameryki Łacińskiej nauczyliśmy produkować narkotyki. W tym czasie wysyłaliśmy ich dzieci do kopalń, by dla nas pracowały. Nastawiliśmy całe narody przeciwko sobie, a później chcieliśmy ratować sytuację, zmuszając ich do przyjęcia naszego prawa i naszych wierzeń.To nie jest historia z czasów kolonialnych. To dzisiejsza rzeczywistość.

Wielu Afrykańczyków nie zna wartości wykopywanych diamentów. To biali ludzie powiedzieli im, że warto się za nie zabijać. Oni nie spotykają na ulicach kobiet z brylantami na szyi, nie mają do końca pojęcia, o co właściwie toczy się gra. Dlaczego jedne kamienie są szlachetne, a drugie nie? To tylko kwestia umowna, my tak postanowiliśmy i podobnie chcemy dzisiaj czynić z ludźmi. Dlaczego chrześcijanin ma być szlachetny, a muzułmanin, buddysta i Indianin już nie?

To my daliśmy broń do ręki terrorystom. Był okres wyścigu zbrojeń, później nastał pokój, mocarstwa się rozbroiły, ale co się stało z tą bronią? Przetopiono ją, a może zamknięto w wielkim magazynie? Nie, wprowadzono ją na rynek i trafiła do państw Trzeciego Świata. Robiąc interesy i walcząc o nasze wpływy w tym regionie, zdestabilizowaliśmy go totalnie. Tamtejsi ludzie nauczyli się od nas walki i zabijają nas naszą bronią.

Rewolucja przemysłowa odebrała ludziom tożsamość. My widzimy tylko surowce i produkty, którymi nie chcemy się dzielić, ale je dystrybuować. Wysyłać i spieniężać. Nasz przemysł jest nastawiony na to, by żyło nam się wygodniej i lepiej. To złudne. Istnieje realny koszt każdej pracy i zawsze musi ktoś go ponieść. Pytanie, czy będziemy to my i trochę się zmęczymy, czy będą to małe ręce azjatyckich dzieci, dzięki którym będzie nam wygodniej.

Nie można postawić pomiędzy islamem a terroryzmem znaku równości. Tak samo nie wszyscy arabowie to muzułmanie. Ale też trudno nie zauważyć pewnych powiązań, których fascynanci zdają się w ogóle nie zauważać. Bądźmy jednak sprawiedliwi. Dlaczego tak silnie terroryzm zakorzenił się w kulturze arabskiej? Bo ludzie zamieszkujący te kraje nie radzą sobie już z frustracją.Na każdym kroku są wyzyskiwani. Pracują na PKB Zachodu, wydobywają najdroższe surowce świata, a później wracają do rozwalających się mieszkań, gdzie nie mogą nawet wykarmić własnej rodziny, gdzie nie ma pokoju. Dlatego właśnie Zachód jest dla nich siedliskiem zła, bo to my ich wyzyskujemy. Arabscy dyktatorzy byli szyci na naszą miarę. Mieli „trzymać za gęby” ludność na tych ziemiach. Ile razy słyszeliście to zdanie? Że lepiej byłoby, gdyby wiosna arabska się nie pojawiła? Mielibyśmy cudowny porządek w naszych zachodnich państwach. Zapomnieliśmy, że chociaż dzisiaj dumnie czujemy się częścią tego bogatego Zachodu, to jeszcze kilkadziesiąt lat temu Polska też była traktowana jako Wschód, ten gorszy, który należy trzymać w ryzach.

W Europie uchodźców również nie czeka nic dobrego. Ich sen o wolności kończy się w gettach. Chcemy im zbudować świat wewnątrz naszego świata, a nie przyjąć ich do nas i nauczyć drogi pokoju. Model francuski doprowadził do tej samej frustracji, przed którą uciekli. Tyle że tym razem nie są u siebie. Getta, rezerwaty, narodowe dzielnice – to osady oderwane od rzeczywistości. Stwarzają idealne warunki do radykalizowania się, przemocy i nienawiści. To nie wina islamu. Zamknij w takich samych warunkach chrześcijan, a zobaczysz, jak stopniowo się radykalizują. Dlatego właśnie iracki biskup wzywał ostatnio, aby nie budować getta dla chrześcijan. Mimo wielu niebezpieczeństw chcą żyć pomiędzy Irakijczykami. Nie chcą być stygmatyzowani.

<<Smutny los uchodźców w Europie>>

Jedziemy do ich świata i zatrzymujemy się na przedmieściach wojny. Egipt znamy tylko z kurortów, Izrael jest dla nas tylko w Jerozolimie, o Iranie myślimy, jedząc drogie pistacje, i mówimy, że przecież tam jest dobrze. Nie jest.

Domagamy się miejsca dla katolików w polityce. Krzyczymy, że to nasz obowiązek, że o pewnych sprawach musimy mówić głośno i wyraźnie, ustanawiać prawo zgodne z prawem Bożym. Ale kiedy słyszymy o kryzysie wschodnim, dodajemy: „to nie nasza sprawa. Dlaczego chrześcijanie mają wszystkich ratować i ponosić konsekwencje?”. Ponieważ polityka to też dyplomacja i wychodzenie poza własne jednostkowe interesy. Nie budujemy świata tylko dla siebie, czyli dla chrześcijan. Mamy czynić świat poddanym, wprowadzając Królestwo Boże dla WSZYSTKICH ludzi. Czy na pewno chrześcijanie dojrzeli do prawdziwej polityki? Czy na pewno chcemy kreować ją na miarę Ewangelii?

Mówisz, że cię to nie dotyczy, że nie ty zdecydowałeś o wojnie. Ale gdyby było w tej sprawie referendum i tak byś nie poszedł – bo po co? Na wybory też nie chodzisz i twój nieobecny głosy jest za ciebie oddawany na ludzi, którzy wypowiadają wojny i budują sojusze, dbając tylko o własne interesy. Pokazujesz politykom czerwoną kartkę, ale co z tego, skoro robisz to tylko przed ekranem własnego telewizora? Możesz mieć najbardziej racjonalne poglądy, ale one nic nie znaczą, jeśli zamykasz je w czterech ścianach swojego wygodnego mieszkania. W tym samym czasie dla kogoś innego gra o życie toczy się na środku morza lub pod ostrzałem w oparach gazów bojowych.

To nas dotyczy i na każdym kroku mamy tego dowody. Nawet nie zauważyłeś, jak w pewnym momencie podrożały jednorazówki w hipermarkecie. Kiedyś darmowe, dzisiaj płatne – strasznie narzekaliśmy. A wiedziałeś, że surowiec, z którego się je produkuje, jest pochodną uzyskaną dzięki ropie naftowej? Szybko zamieniono je na inne, ekologiczne i wmówiono nam, że chodzi o ochronę środowiska. To nie przypadek, że gdy zaostrzają się konflikty, rośnie cena ropy i nawet reklamówki w twoim osiedlowym sklepie mówią ci, że coś jest nie tak. Obudź się.

Chcę zrozumieć, czego się boisz, bo ja też mam obawy. Ale prawdziwa siła polega na panowaniu nad swoimi lękami i racjonalnym mierzeniu się z nimi. Zamiast zamykać granice, weź udział w ich otwieraniu. Twój głos pełen obaw jest bardzo cenny, dzięki niemu możemy stworzyć bezpieczne korytarze humanitarne dla każdej ze stron. Bez niego trudno będzie ocenić prawdziwe zagrożenia.

Wartości, którymi dzisiaj żyjemy, są pojęciem względnym. To my je ustalamy w zależności od popytu. Jedyne trwałe i niezależne wartości odnajdziesz w Ewangelii. A Jezus przyszedł, by dać się zabić za nas. Chciał powstrzymać zamknięte koło nienawiści między nami. I pokonał śmierć, ale to my Go na nią wydaliśmy.

Szacunek dla muzułmanów to wyraz zwykłej ludzkiej przyzwoitości, która zawsze powinna być w cenie. I mówi mi o tym Jezus w Ewangelii – słowem i przykładem.

***

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu DEON.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *