Prawie wszystko o bezdomności

Bezdomni to ludzie cenni dla Boga, ale też dla całego społeczeństwa. Ich zdolności, potencjał, marzenia to siła, która może zmieniać świat. Potrzebują jedynie szansy na powrót do normalności.

 

Zimny październikowy poranek. W Krakowie takie bywają szczególnie mgliste. Ludzie zmierzają do pracy, a sprzedawcy obwarzanków i gazet wyjeżdżają w okolice przystanków. Z daleka widać formującą się długą kolejkę. Stoją w niej głównie mężczyźni – bezdomni z Krakowa i okolic. Za ponad godzinę Dzieło Pomocy św. Ojca Pio rozpocznie kolejny dzień swojej pracy i otworzy się dla nich.

Osobista stylistka bezdomnych

Trwają ostatnie przygotowania. Ubrania i buty ułożone według rozmiarów, ręczniki, mydło i inne środki są gotowe do wydania. W okienku pojawiają się bezdomni. Są umówieni na konkretną godzinę, osobno mężczyźni i kobiety. Najpierw garderoba, gdzie zgłaszają, czego potrzebują. Każda rzecz jest odnotowana w specjalnym systemie, żeby dla nikogo nie zabrakło.

– Koszulka, kurtka, spodnie i buty, a na koniec bielizna – wylicza jeden z bezdomnych. Cierpliwie i z uśmiechem obsługuje go pani Basia. Daje miarę krawiecką i zaleca podanie dokładnego rozmiaru. Jeden z Ojców nazywa ją „Radio Dzieło” – nie da się ukryć, że rozładowuje atmosferę i umila czas przebywającym tu ludziom, zagaduje i żartuje. Każdemu doradza: spośród tego, co jest na wieszakach, dobiera naprawdę modne zestawy jak prawdziwa stylistka. Jest wolontariuszką, od kilku lat angażuje się w Dzieło Pomocy, zachęcona przez ojców w swojej kapucyńskiej parafii. Dlaczego to robi? Jak sama mówi,  z potrzeby serca: – To daje mi równowagę. Na co dzień pracuję w telewizji, spotykam ludzi z pierwszych stron gazet, „celebrytów”. Tutaj stykam się ze zwykłym człowiekiem. Lubię ich, to dobrzy ludzie – przyznaje Basia.

Po wizycie w garderobie oczekuje się do łaźni. Rafał, jeden z pracowników, kontroluje sytuację. Jeżeli jakiś podopieczny zachowuje się podejrzanie, zostaje poproszony o poddanie się badaniu alkomatem. Z pomocy można skorzystać tylko będąc trzeźwym. Jeżeli u kogoś zostanie stwierdzona obecność alkoholu, nie otrzyma pomocy w tym dniu i zostanie wyznaczony mu inny termin. Wszystko odbywa się z szacunkiem do podopiecznych, a oni, znając zasady, chętnie się temu poddają. Niektórzy z oczekujących mają talony na pralnię, gdzie mogą wyprać swoje stare rzeczy i je wysuszyć, a potem również odebrać.

Jeden z braci kapucynów został skierowany tutaj przez prowincjała, ale sam chętnie zgodził się na pracę w Dziele Pomocy. W okienku przy łaźni wydaje ręczniki, mydło i żetony do łaźni. Wszyscy dbają o oszczędność. Na dachu budynku zamontowane są panele fotowoltaniczne.

– Czasami wśród darów znajdą się jakieś perfumy, po wyjściu spod prysznica bezdomni mogą z nich skorzystać. My takich środków nie kupujemy – opowiada brat Grzegorz. Pracownicy dbają nie tylko o czystość, ale też zdrowie i samopoczucie korzystających z łaźni. Jest tu nawet specjalna kabina interwencyjna dla osób w złym stanie higienicznym, wymagających pomocy pracowników.

Dzielimy się tym co mamy

Kolejne piętra budynku pełnią inne funkcje. Jest na przykład świetlica. Miałem okazję, a może bardziej zaszczyt zamienić parę słów z samymi podopiecznymi. Przez te kilka godzin w tygodniu mogą tu przyjść i spędzić czas, angażując się w prace manualne, a przede wszystkim spędzić go ze sobą. Są chętni do tego, by opowiadać. Pan Tadeusz to urodzony filozof, patrzy na życie zawsze głębiej. Poczęstował mnie bułką z serem i opowiedział o swojej bezdomności. Wpadł w długi, nie poradził sobie z nimi. Teraz żyje skromnie. Zdradził mi, że najważniejsza w życiu jest wdzięczność:

– Wszystko mamy od Boga, musimy być wdzięczni. Musimy dziękować Bogu za bułkę, za towarzystwo i nie dlatego, że nic nie mamy albo mało, ale dlatego, że to pochodzi od Boga i jest święte – stwierdza mój rozmówca.

W tym czasie pan Janusz odlewa z kolegami gipsowe figurki świętych. Robią to profesjonalnie, są naprawdę piękne. Zbliża się czas Bożego Narodzenia, ich prace będą wystawione na świątecznym kiermaszu. A co, gdy świetlica jest zamknięta? Część z podopiecznych wyjeżdża za miasto do gospodarstwa, które Dzieło Pomocy św. Ojca Pio otrzymało od jednego z darczyńców. Czeka tam na nich wiele pracy, ale ostatnie zbiory jabłek były dla nich powodem do domu. Widać, że kochają pracę, potrzebują jedynie szansy, by ją wykonywać.

– Uczą się na nowo funkcjonować w społeczności. Bezdomność trwale zmienia ludzi, stają się nieśmiali, nieufni i wycofani. Na każdym kroku staramy się przywrócić ich światu – mówi terapeutka ze świetlicy.

Panie Ewa i Magda wspominają jeszcze Światowe Dni Młodzieży. Uczestniczyły w nich w miarę swoich możliwości. Był to dla nich piękny czas, tyle radości spotkało ich wśród pielgrzymów. Mogły na chwilę zapomnieć o bezdomności, bo miasto żyło nawet nocą. Pomagały w przygotowaniu budynków, z których na co dzień same korzystają, na przyjęcie pielgrzymów. Traktują te budynki jak własny dom, więc chciały pokazać się z jak najlepszej strony. Z pomocy korzystały w ciągu dnia, odstępując miejsce dla pielgrzymów wczesnym rankiem i późnym wieczorem. Mają niewiele, ale radość z dzielenia się nie jest im obca.

Nadzieja, lek na wszystko

Z Dziełem Pomocy św. Ojca Pio współpracuje także Stowarzyszenie Lekarze Nadziei. Jego członkowie prowadzą ambulatorium na drugim piętrze Centrum Dzieła Pomocy, otwarte przez kilka godzin dziennie. Bezdomni otrzymują tu pomoc medyczną. Oprócz przeziębień czy grypy leczy się także poważniejsze schorzenia. Potrzebujący mają możliwość skorzystania z porad specjalistów, takich jak choćby chirurg czy ginekolog. W cięższych przypadkach trafiają na szpitalny oddział ratunkowy. Mogą również otrzymać podstawowe leki, a także dofinansowanie do wielu innych z miejskiego ośrodka pomocy społecznej.

– Nikogo nie odsyłamy bez pomocy. Każdy jest maksymalnie „zaopiekowany”. Naprawdę życzyłabym wszystkim w Polsce takiej opieki. Przypominamy im o godności, jaką mają, a oni są wdzięczni – opowiada o swojej pracy pielęgniarka Bogusia. Personel medyczny z największym poświęceniem służy bezdomnym. Robią to w ramach wolontariatu, wspomagani również przez studentów akademii medycznej.

Potrzebują jedynie szansy na normalność

Ostatnim etapem wychodzenia z bezdomności jest praca. Ją najtrudniej znaleźć. Pomagają w tym doradcy zawodowi we współpracy ze specjalistami innych dziedzin. Osoba bezdomna nie podejmie pracy, gdy jest głodna, brudna i wystraszona. Ani ona nie będzie poszukiwała zatrudnienia, ani pracodawca nie zdecyduje się na to, aby ją przyjąć. Dlatego najważniejsze jest stanięcie na nogi. Dach nad głową, ciepły posiłek i dużo wsparcia ze strony pracowników Dzieła Pomocy. Po jakimś czasie widać pierwsze efekty. Doradcy zawodowi działają na kilku poziomach. Tym najbardziej zaradnym oferują dostęp do narzędzi umożliwiających wyszukanie ofert, czyli komputer i telefon. Ci bardziej potrzebujący muszą mieć zdiagnozowane przeszkody, pomaga się im pokonać podstawowe problemy, żeby za chwilę sami byli zdolni do podjęcia pracy. Najtrudniejszy jest trzeci przypadek. To podopieczni, którzy wymagają wiele pracy. W ich wypadku trzeba mówić o ponownej integracji ze społeczeństwem.

W ramach aktywizacji zawodowej działa Centrum Integracji Społecznej. CIS to miejsce, gdzie osoby bezdomne małymi krokami wdrażają się w życie zawodowe pod opieką specjalistów – doradców zawodowych, trenerów zatrudnienia wspieranego, psychologów i pracowników socjalnych. W CIS-ie również odbywa się dobór odpowiednich pracodawców, u których osoby bezdomne mogłyby wdrażać się w pracę.

Natomiast przedsiębiorca, który decyduje się wziąć udział w projekcie, otrzymuje pracownika. Staje się opiekunem takiej osoby, poinformowanym o jej problemach, wie, czego się spodziewać. Z czasem w wielu przypadkach okazuje się, że ten rodzaj integracji przeradza się w normalne miejsce pracy, a osoba bezdomna okazuje się świetnym, wykwalifikowanym pracownikiem. To bardzo potrzebna inicjatywa, która przywraca przede wszystkim wiarę we własne siły.

Tytuł naukowy nie gwarantuje domu

Wśród osób bezdomnych można znaleźć dobrze wykształconych ludzi. To obala mit, że bezdomność jest wyborem. Ona bardzo często jest niezawiniona.

– To ludzie zranieni, którzy przypadkiem trafili na ulicę. Alkohol w większości przypadków jest tylko ucieczką w sytuacji, która ich przerosła. Rzadko jest on pierwszym powodem bezdomności – mówi Monika z działu aktywizacji zawodowej. Wskazuje też, że wśród osób, którym pomagają, znalazł się informatyk, księgowa, a nawet profesor. Mimo wykształcenia umniejszają oni swoje osiągnięcia i nie wierzą w jakikolwiek sukces.

Relacje z podopiecznymi są bliskie, ale zachowuje się dystans potrzebny do prawidłowego przebiegu terapii. Panuje tam naprawdę domowa atmosfera. Nad jedną osobą czuwa kilku specjalistów: psychiatra, terapeuta, pracownik socjalny, doradca zawodowy. Sami pracownicy również mogą liczyć na pomoc, bo przypadki są różne, a wrażliwość na krzywdę ludzką sprawia, że często trudno unieść ciężar codziennych obowiązków. Wielu z tych, którzy wyszli z bezdomności, wciąż pozostaje blisko. Dla nich to prawdziwy dom w rozumieniu wspólnoty. Swoim przykładem pomagają innym, wiedzą, jak dotrzeć do ludzi w takiej sytuacji, w jakiej sami jeszcze niedawno byli.

Jestem piękna! Jestem czysta!

Podstawowym warunkiem pomocy jest brak anonimowości. To także podkreśla wartość domu. Tu każdy ma swoje imię, którego pozbawiła go kiedyś ulica. Tożsamość jest też odpowiedzialnością, pracują na „własne konto”. Ludzie przeglądają się przede wszystkim w oczach innych, a nie w lustrze. Bezdomni, doświadczając pogardy od ludzi, często też gardzą sobą. Wśród historii opowiedzianych przez pracowników szczególnie zapadły mi w pamięci dwie sytuacje. Jedna z kobiet po wyjściu z łaźni stwierdziła, patrząc w lustro, że jest piękna. Podzieliła się tym z wolontariuszką, od której usłyszała: „zawsze byłaś piękna”. Dla niej to było odkrycie. Innym razem podopieczna zareagowała niesamowitą radością po kąpieli. Biegała po całym piętrze, krzycząc „jestem czysta!”. To prawie jak sceny biblijne, kiedy Jezus uzdrawia chromych. Bo dla podopiecznych Dzieło Pomocy św. Ojca Pio to takie chwilowe uzdrowienie, szansa, by poczuć się człowiekiem.

Pracownikom przyświecają słowa Jezusa: „Jeśli chcesz, mogę Cię uzdrowić”. Ważna jest osobista motywacja bezdomnych.

– Nie próbujemy przeżyć za osoby bezdomne życia, mobilizujemy je jedynie do zmiany, pokazujemy jak są ważni, wyjątkowi i towarzyszymy w drodze do samodzielności – mówi Justyna Nosek, pracownik Dzieła.

Buty, mydło i modlitwa

Dzieło Pomocy św. Ojca Pio tworzy pięć filarów: osoby bezdomne, bracia kapucyni, pracownicy, wolontariusze i darczyńcy. To wspólna sprawa i tylko dzięki temu współdziałaniu istnieje. Każdy uczy się od drugiego hojności w miłosierdziu. Potrzeba mądrej edukacji w pomaganiu.

W tej chwili najbardziej brakuje ubrań, szczególnie tych sezonowych: kurtek, spodni, swetrów i butów. Potrzebna jest odzież męska. Powinny to być ubrania niezniszczone, praktyczne. Zdarzają się nawet suknie balowe, ale z takimi darami niestety jest problem i zalegają w magazynie. Kolejną pilną potrzebą są kosmetyki i środki higieniczne. Możliwość umycia się znaczy dla bezdomnych najwięcej. Stałą potrzebą są również środki finansowe. Dzięki nim Dzieło może bezpłatnie pomagać osobom bezdomnym, zarówno doraźnie jak i specjalistycznie.

Potrzebni są również wolontariusze do bezpośredniej pomocy osoba bezdomnym oraz równie cennego wsparcia „na zapleczu” Dzieła. W tej chwili pracuje ich 150, w różnym trybie, każdy pomaga tyle, ile może. Ostatnia pilna potrzeba to modlitwa:

– Kiedy mówimy o pomocy, bardzo ważna jest dla nas również modlitwa. Staramy się zawsze o nią prosić. Mając świadomość, że ktoś się za nas modli, jest nam łatwiej podejmować trudy tej pracy. Wiemy, że jesteśmy w dobrych rękach Boga – podkreśla Justyna Nosek.

Oni mogą zmienić świat

Spotkanie z bezdomnymi było jednym z radośniejszych, jakich doświadczyłem. Nie mają wiele albo nawet nic, ale dzielą się tym, co najcenniejsze. Dzisiaj najważniejszą rzeczą, którą możemy dla nich zrobić, jest odwrócenie fałszywych stereotypów. Bezdomni to ludzie cenni dla Boga, ale też dla całego społeczeństwa. Ich zdolności, potencjał, marzenia to siła, która może zmieniać świat. Brak wiary w siebie i drugiego człowieka sprawia, że nie potrafią tego realizować. Wyjście z bezdomności to nie tylko walka, którą muszą podjąć oni sami, ale my wszyscy razem z nimi. Za każdym człowiekiem jest inna historia. Warto ją poznać i nie bać się pomagać. Bezdomność to nie tylko brak domu, ale przede wszystkim brak relacji z ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *