Patriotyzm, rogale i race

Dzisiaj świętujemy wszyscy, a starcia poglądowe zostawmy na inne dni w roku. Polska jest jedna i różnorodna. Chciałbym, żebyśmy doświadczyli tego dnia wspólnoty narodowej. Wolność polega na tym, że każdy ma prawo świętować po swojemu.

Dzień Niepodległości powinien być doniosłym i radosnym wydarzeniem. Bardzo powoli się tego uczymy. W wielu aspektach jesteśmy zafascynowani Ameryką, a chyba najlepszy przykład mieszkańcy tego kraju dają nam, celebrując własną tożsamość narodową.

Najważniejszą rzeczą jest poszukiwanie tego, co łączy, a nie dzieli. To nasz wielki społeczny problem. Jeżeli coś robimy, to w kontrze do czegoś innego. Celebracja myli nam się z konfrontacją. W tym dniu nie chodzi o osobiste ogłaszanie niepodległości: wyzwolenia lewicy od prawicy, katolika od ateisty, osoby heteroseksualnej od homoseksualnej. To jest dzień, w którym świętujemy bardzo konkretne wydarzenie, będące wspólnym mianownikiem każdego Polaka. Dlatego każda próba zawłaszczenia sobie Dnia Niepodległości i manifestowania pod jego szyldem czegokolwiek innego niż radości z bycia Polakiem i pamięci o bohaterach historii będzie kończyła się tragedią. Uwolnijmy ten dzień od bieżącej polityki, a znajdziemy wspólny język.

Na skalę ogólnopolską wyróżnia się Poznań – miasto, w którym wychowałem się jako Wielkopolanin. Szczerze mówiąc, wszelkie protesty i „zadymy” tego dnia znaliśmy jedynie z telewizji. W Poznaniu się świętuje. Rogal świętomarciński, gęsina na straganach, imieniny ulicy Święty Marcin są tylko pretekstem do spotkania. Rodziny z dziećmi, kibice Kolejorza, kombatanci, politycy, duchowni, przyjezdni, studenci, zwykli poznaniacy o liczbie poglądów większej niż liczba ich samych – wszyscy ramię w ramię świętują. Koncerty, występy, potańcówka i uroczysty pochód św. Marcina. I choć to wszystko wiąże się z jego postacią, bardzo silny jest akcent niepodległościowy. Poznaniacy wiedzą, że dzięki tej wolności mogą świętować własne tradycje regionalne. Nie ma jednego bez drugiego.

Przy poszukiwaniu tego, co łączy, bardzo ważne jest też uszanowanie odmienności. Każdy ma prawo świętować tak, jak to czuje. Nie powinniśmy zmuszać nikogo do podzielania naszych przekonań i odmawiać mu patriotyzmu. Jedynym wyznacznikiem powinien być wzajemny szacunek. Jeżeli nie świętujemy przeciwko komuś, nie nawołujemy do zła lub nienawiści, to każdy sposób jest dobry, by poczuć się w tym dniu jeszcze bardziej związanym z Polską. Spróbujmy tego dnia znaleźć coś pozytywnego w świętowaniu zupełnie innym od naszego.

Skąd się biorą takie różnice między nami? Jak zawsze: nie mamy wspólnego kontekstu, ponieważ używając tych samych słów, mówimy o czymś innym. W tym konkretnym przypadku chodzi o nadzwyczaj rozwinięty u nas romantyzm. W czasach zaborów i zrywów narodowych istniała silna potrzeba personifikacji Polski. Polacy chcieli walczyć za osobę, a nie tylko za ideę. Kolejne zabory gasiły nadzieję w ludziach. Postrzeganie Polski jako matki, mesjasza narodów czy umiłowanej córki motywowało naszych przodków do działania. Dzisiaj w czasach pokoju powinniśmy porzucić tę myśl. Polska nie jest kimś innym, jakąś obcą osobą – to my wszyscy. Dlatego nie celebrujemy czyjegoś święta, ale własne. Może w tym tkwi przeszkoda, że wciąż widzimy w Polsce słabnącą damę, w której obronie musimy się wstawiać.

Duma nie ma nic wspólnego z zadzieraniem nosa, tego nas świetnie uczą dzieci. Dumne z siebie dziecko mówi o tym, co zrobiło, cieszy się i ma swoje pięć minut. Tak robi się to też w Ameryce. Organizuje się marsze i pochody, by pokazać radość, całe bogactwo narodu i pochwalić się nim. Ten dzień nam pokazuje, że wszyscy, którzy polegli w walce o Polskę, mieli rację, że było to warte ofiary. To nie jest dzień żałoby, ale podziękowania bohaterom. Dlatego podnosząc dzisiaj dumnie głowy, nie zapomnijmy o uśmiechu, bo w przeciwnym razie ludzie zauważą tylko nasz zadarty nos.

Rola Kościoła także jest ważna w przeżywaniu patriotyzmu. Przede wszystkim powinien być on daleki od polityki, ale bliski ludziom, których polityka dotyczy. Kto inny może dawać lepszy przykład przeżywania dramatów i zwycięstw, niż wspólnota, której sens jest w zbawieniu, przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Jako ludzie wierzący mamy obowiązek przypominania tego, że dobro zwycięża zło. Kto ma być radosny jak nie my? Ksiądz Józef Tischner, wybitny Polak, mówił:  „odkąd Jezus zmartwychwstał, żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą”. Do nas należy zadanie głoszenia dobrej nowiny, nie tylko od święta (również państwowego). Dawanie przykładu przeżywania porażek i zwycięstw nie jest równoznaczne z narzucaniem innym swojego stylu. Mamy tak żyć, żeby ludzie sami chcieli żyć podobnie, na miarę własnych możliwości. Jeżeli mamy pretensje, że w naszym kraju jest źle, to zobaczmy najpierw, czy jesteśmy wystarczająco czytelnym i jasnym przykładem głoszonej przez nas Ewangelii. Kto ma być przykładem?

W powietrzu da się wyczuć lekkie napięcie, jak to będzie w tym roku. Bójki, które obserwujemy od kilku lat, to prywatna bitwa małej grupy ludzi, którzy jej po prostu chcą. Nie dajmy sobie wmówić, że to wojna całego narodu. Z prawej i lewej strony są osoby, którym na tym zależy. A media zyskują materiał i chcą go pokazywać. Nie zapominajmy, że to, co w nich widzimy, musi być poddane osobistej refleksji i krytycznemu osądowi. Telewizja to nie jest omnibus, z którego zmuszeni jesteśmy przyjmować informacje w takiej formie, jak nam podano. Środki masowego przekazu dają możliwość wypowiadania wszystkich poglądów, ale najwięcej zależy od nas samych.

Wolność polega na tym, że każdy ma prawo świętować po swojemu. Jeden zje rogala, drugi pójdzie na marsz prawicy, trzeci lewicy, a czwarty zobaczy to wszystko w telewizji. I nie chodzi o to, by się nie spotkać i przeprowadzić tych wszystkich ludzi opłotkami, daleko od siebie. Świętujemy wszyscy, a starcia poglądowe zostawmy na inne dni w roku. Polska jest jedna i różnorodna. Chciałbym, żebyśmy doświadczyli tego dnia wspólnoty narodowej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *