Ludzie Paschy i adwentu

Pierwszy raz Izrael odwiedziłem w 2012 roku. Od samego początku, gdy pojawiłem się na płycie lotniska w Tel Awiw-Jafa czułem niepokój. Dla mnie była to ziemia przesiąknięta strachem i drżeniem, w której sytuacja geopolityczna stanowiła jedynie tło, drugi mniej ważny plan. Bo Izrael to dosłownie ziemia obiecana. Miejsce, w którym początek bierze każda tożsamość. Miałem głębokie poczucie powrotu do korzeni, których przecież nigdy wcześniej nie widziałem. W tym kraju nie da się inaczej żyć, jak tylko obietnicą. Za kilka tygodni wracam, więc wspomnienia odżywają. Czuję, że nie wszystkich jeszcze spotkałem. Wyjazd tam to opowieść o ludziach Paschy i adwentu.

To sformułowanie użyte podczas wieczornej rozmowy z Dominiką przypomniało mi wszystkich, których miałem okazję poznać w Jerozolimie. Żyją specyficznie w ciągłym oczekiwaniu jednocześnie wiedząc, że wszystko się już dokonało. Ich szczególną cechą jest pokora wobec życia. Dla zachodniej mentalności ta postawa jest nie do przyjęcia. A jednak bliżej mi było do nich. W pewnym momencie całe zwiedzanie i eksplorowanie Erec Jisrael przestało być ważne. Historia tej ziemi pełna gorzkiej prawdy i nadziei daje się poznać dopiero z opowieścią ludzi. Jeżeli nie spróbujemy patrzeć ich oczami Izrael pozostanie dla nas jedynie skansenem. A jest kolebką ludzkości, tu każde pytanie o człowieka ma sens i na każde znajduje się odpowiedź.

Pośród wielu spotkań najbardziej poruszające było to z chrześcijanami żydowskiego pochodzenia. Nimi być najtrudniej. Prawo obyczajowe jest bardzo surowe dla konwertytów, podobnie jak w islamie choć mniej radykalne. Spotkaliśmy się w zamkniętym ogrodzie za kilkumetrowym murem, w centrum Jerozolimy. Opowiedzieli nam jak wygląda chrześcijaństwo w ich świecie. Ukrywają się ze swoją wiarą, nie obnoszą. Mają wiele powodów: troska o rodzinę, strach przed porzuceniem, poniżeniem, śmiercią z ręki najbliższych. To realne codzienne troski. Nie jest im dane przeżywać wiarę tak jakby tego chcieli. Dina* opowiedziała historię swojego nawrócenia, jeszcze jako dziecko z całą rodziną. W oczach lokalnej społeczności pozostawali tradycyjną żydowską rodziną. Chodziła do wiejskiej szkoły. Pamięta moment kiedy wydało się, że jest chrześcijanką, przez jeden mały obrazek, który wypadł jej z zeszytu. Została publicznie zrugana, poczuła się wyśmiana na czymś w rodzaju apelu szkolnego. Wyprowadziła się z rodziną do miasta. Daniel nawrócił się niedawno, nikt o tym nie wie. Boi się ich reakcji, nie chce stracić rodziny, a to jest bardzo możliwy scenariusz. Żeby uczestniczyć we mszy wyjeżdża  do większego miasta w piątek. Ma możliwość uczestniczenia w niej tylko podczas szabatu i to nie zawsze. Modlą się w ukrytej wspólnocie ludzi takich jak on. Hannę czekała obowiązkowa służba wojskowa, dla kobiet dwuletnia. U niej także nikt nie wie, że wierzy w Jezusa. Płacząc dzieliła się strachem, że ktoś może zobaczyć mały krzyżyk, który nosi na szyi. Nie chciała się z nim rozstawać, przez większość czasu to jedyne co przypomina jej o wspólnocie Kościoła, do której należy. Jest jeszcze Leon wolontariusz z Europy, który opiekował się nimi i organizował wspólne modlitwy. Gwarantował im bezpieczeństwo i łączność z lokalnym Kościołem. Msze w ich ojczystym języku hebrajskim to jedyny moment, kiedy mogli przeżywać radość wiary i bycia w Kościele. Po komunii spotykali się w ogrodzie przy kaplicy na boso, żeby wielbić Boga śpiewem psalmów i tańcem. Oni poznali istotę Eucharystii.

Wydaje się nam, że łatwiej wierzyć ludziom w Izraelu, gdzie na każdym kroku mogą spotkać milczących świadków historii zbawienia. Nie dlatego uwierzyli, nie czują się przez to wyjątkowi. Raczej na przekór temu wierzą, bo tylko Jezus gwarantuje im pokój w kraju tak ogarniętym wewnętrznymi konfliktami. Tutaj nawet wspólnoty chrześcijańskie są skonfliktowane między sobą. Dlatego wiara tam ma sens, o którym zdarza się nam zapominać na zachodzie – oparcie się na osobie Chrystusa. To wiara pierwszych chrześcijan. Kiedy z różnych powodów nawet wspólnota nie zapewnia Ci bezpieczeństwa, Jezus ofiarowuje pokój i wolność. W zamian otrzymuje tylko osobistą relację, bo tak naprawdę nie mogą nic innego ofiarować. Od początku pragnie tylko tego (…)troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało albo> tylko jednego. Kościół wschodu to postawa Marii pragnącej jedynie relacji z Jezusem.

W Izraelu jest wiele wspólnot zagranicznych. Z jakiegoś powodu szukamy tam miejsca dla siebie, przyciąga nas ten trudny świat. Jedną z takich wspólnot jest Mondo X. Spotkałem ich na górze Tabor, gdzie byli współgospodarzami razem z zakonnikami. Patrząc jak żyją i cieszą się wiarą trudno było podejrzewać jakiego cierpienia doświadczyli w życiu. Po kolacji kilkoro z nich opowiedziało swoją historię. To młodzi ludzie wyrwani z uzależnień i toksycznych relacji. Stali na granicy życia i śmierci, a ktoś wyciągnął do nich pomocną rękę. Pochodzili głównie z Włoch. Pierwszy raz usłyszałem o uzależnieniach innych niż te, które znałem. Byli dawniej niewolnikami toksycznych relacji, gier, wirtualnego świata, ale również hedonistycznego myślenia, konsumpcjonizmu i agresji. Pośród alkoholików i narkomanów siedzieli również ludzie, o których w naszym świecie mówi się, że po prostu korzystają z wolności, są obywatelami świata, żyją w dobrobycie. Tam nie mogli się od tego uwolnić. Tutaj byli sobą. Ich rygorystyczne podejście do pracy, życia, do siebie owocowało prawdziwą wolnością. Pośrednim celem było robienie wszystkiego jak najlepiej, profesjonalnie, a właściwym przywrócenie sobie wartości i odzyskanie godności. Praca i formacja duchowa była wszystkim czym żyli i z czego czerpali radość. Bez gazet, bez telefonów, bez własnych pieniędzy. Ich obecność tam podkreślała piękno Taboru – góry przemienienia.

Poznałem też historię palestyńskich muzułmanów. Kierowca taksówki opowiadał o realiach życia w Strefie Gazy i Autonomii Palestyńskiej: brak podstawowych artykułów pierwszej potrzeby; przerywane dostawy wody, prądu i gazu; ceny produktów nie do pokrycia i latające nad głowami pociski. Jego córka, którą z trudem wykształcił, mająca kilka fakultetów i doktorat nie może znaleźć pracy, opiekuje się domem. Czują się w wielu rzeczach dyskryminowani, ale nie tylko przez Izraelczyków, również ich współbracia dzielą społeczeństwo na lepsze i gorsze. Jest natomiast wielu żydów, którzy im pomagają. Dzielą się jedzeniem, ubraniami, a dzieci to nawet książkami. W ukryciu istnieją dobre sąsiedzkie relacje. To tylko potwierdza, że wojny toczone są na szczytach władzy. Ludzie ich nie chcą, nie potrzebują większego dobrobytu tylko sprawiedliwego podziału i dystrybucji istniejących dóbr. Również wobec chrześcijan okazują ogromny szacunek. Podczas powrotu z Betlejem trafiliśmy na zamieszki związane z podwyższeniem cen gazu. Tradycyjny obraz nadający się do serwisu informacyjnego: wzburzenie, protest, w tle płonące opony (może nawet samochód). Zauważeni przez jednego z protestujących zostaliśmy wyprowadzeni w bezpieczną ulicę, skąd odjechaliśmy dalej. Czułem się naprawdę bezpiecznie wśród zwyczajnych obywateli.

Izrael nie jest krajem prostym. To odwieczny spór wielu kultur, bez jednoznacznych bohaterów i złoczyńców. Każdy tu walczy o swoje prawa i ma trochę logicznych racji. Te ziemie zawsze były wielokulturowe, początek tylu religii i ich obecność do dzisiaj o tym świadczą. Prawdziwym problemem jest gdy pojawia się u władzy ktoś, kto chce nadać tej ziemi jedną tożsamość. To niemożliwe do osiągnięcia. Jerozolima nazywana jest miastem pokoju przez godzenie różnorodności, a nie jednolitość. Tak widział ją Bóg.

Mieszkańcy Izraela i okolicznych ziem to ludzie Paschy i adwentu. Żyją na ziemi po której chodził Jezus, z której zmartwychwstał i dokonało się wszystko co zapowiedziano. Jednocześnie żyją czekając: na pokój, miłość, nadzieję. Czekają na przyjście Jezusa. Tam karty Pisma Świętego nie są zamknięte, a historia zbawienia wciąż trwa. To ziemia męczenników, świętych, błogosławionych mężów i niewiast. Żadne powyższe stwierdzenie nie jest metaforą. Trudne jest życie w najpiękniejszym miejscu świata na ziemi obiecanej ludziom. Kiedy na zachodzie mamy tendencję by zrywać z przeszłością i nadawać nowy sens, Izrael wciąż jest zapisem dziejów ludzkości od Abrahama – ojca wielu religii i narodów. Z wielką nadzieją patrzę na ten rejon świata. Wspaniali ludzie, których poznałem mi ją dali. Mam nadzieję, że żyją i wciąż wierzą. Nie stracili tego co najcenniejsze. Dla nich mówienie o rzeczywistości wiary w Polsce było totalną egzotyką. To mnie oduczyło raz na zawsze narzekania, że w Polsce jest prześladowanie, brak wolności słowa i bieda. Chyba, że popatrzę na to przez pryzmat ducha, wtedy rzeczywiście widzę, że jesteśmy ubożsi, zniewoleni i poranieni sami sobą. Jezus nie przyjdzie jako polityk, działacz społeczny, czy filantrop. Nie zmieni naszej rzeczywistości w sposób magiczny. Za to może przyjść do każdego osobiście i dać mu pokój, wolność i nadzieję w realiach jego życia. Pomimo nich. O takich wspólnotach św. Paweł pisał w powitaniach święci.

 

*imiona zostały celowo zmienione dla zachowania anonimowości i bezpieczeństwa tych osób

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *