L.

zrobiło nam się trochę ciemniej

nikt już nie widzi zmokniętych oczu człowieka

mgła opadła  razem z powiekami

na odległość własnego nosa

 

nikt w tę ciemność nie chce ręki włożyć

by spotkać się w pół drogi

nikt już nie wierzy, że tam może być przecież

świeca, zapałka, inna wyciągnięta ręka

 

nauczyliśmy się płakać do wewnątrz

i serce gorące tonie we łzach chłodnych

one nie miały przynieść ukojenia

miały być zimne, nie słone, i przynieść gorycz zapomnienia

 

ogień, który w nas gaśnie echem, jeszcze coś szepcze,

trzeba stanąć na palcach, by usłyszeć słowa tak wysoko powiedziane

to chyba modlitwa, ale inna, wcześniej nieznana

nadawca uczynił się adresatem

 

modlitwa o życie, którego sam udźwignąć nie zdołałem

modlitwa o spojrzenie, którego czas we mnie nie wykształcił

modlitwa o sprawiedliwość, która mnie samego ma za miarę

fałszywy żar przyjaźni w świecie, w którym jestem tylko ja i jacyś oni

 

niech im się wydarzy

niech ich odmieni

niech oni poznają

niech im się stanie według mojego scenariusza

 

krzyk dzieci gaśnie, milkną ostatnie iskry, fala ustaje

robi się coraz zimniej, rozluźniły się matek objęcia

słowa modlitwy stały się ciałem

człowiek stworzył boga na swoje podobieństwo

 

zrobiło się trochę ciemniej, ale tylko tym co patrzą

pod nogi i w siebie

 

te krzyki, te iskry, te rozluźnione objęcia

stały się punktami na niebie i teraz prowadzą

do tego, do którego my mieliśmy być podobni

 

[20VIII17]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.