Czy Bóg może coś jeszcze dla nas zrobić?

Żyjemy w jakichś ponurych czasach. Nawet nasza wiara została sprowadzona do walki o przetrwanie. Nie wierzę w świat pozbawiony nadziei, który pokazują media. Każdego dnia spotykam piękno i dobro, dla którego warto go ocalić. Zupełnie tak jak wtedy, gdy Bóg obiecał Abrahamowi oszczędzić Sodomę przez wzgląd na kilku sprawiedliwych (por. Rdz 18, 22-33).

Smuci mnie, że często nie potrafimy dostrzec wartości w tym, co naprawdę ważne. Przestajemy wierzyć w moc Eucharystii, w sakrament pojednania i przysięgę małżeńską. Nie ufamy, że wybaczenie ma sens, że czułość i wrażliwość to najlepsza droga w zbliżaniu ludzi do Boga. Przesadnie natomiast ufamy w światowy spisek, w moc szatana, który fałszywie stawiany jest na równi w walce z Bogiem. Wierzymy, bo boimy się końca świata, który powinien być dla nas przecież oczekiwaniem pełnym tęsknoty. Bojaźń Boża, na którą tak wielu z nas się powołuje, nie jest paraliżem ze strachu, ale postawą pełną szacunku w zetknięciu z chwałą Boga.

Czy Kościół jeszcze wierzy w moc Ducha Świętego?

Kościół to my. Czasy, w których żyjemy, są nazywane ostatecznymi, ale to wcale nie zapowiada ich rychłego końca. Jest to czas ostateczny dla naszej wiary i dla sposobu działania Boga w Kościele. Od czasów Pięćdziesiątnicy robi to w sposób otwarty, a my zostaliśmy wtajemniczeni w sens zbawienia. Stary Testament był objawieniem Boga Ojca. Nowy Testament to czas objawienia Syna Bożego, który jeszcze bardziej pozwala nam poznać Ojca, zapowiadając też nadejście Ducha. W momencie wylania Ducha Świętego narodził się Kościół. Jezus, odchodząc do nieba, pozostawił nam sakramenty, dzięki którym mamy w Nim życie. To życie w Kościele pochodzi właśnie od Ducha. I to jest właśnie ten czas. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29).

Uderzyła mnie myśl wyrażona przez Ojców Soboru Watykańskiego II, że żyjemy w epoce Ducha Świętego. Podobnie mówił bp Grzegorz Ryś, a stwierdzenie to jest także na ustach wielu charyzmatyków. To jest po prostu piękne. Czasy ostateczne to epoka, w której króluje Bóg. Jego zwycięstwo zostało już ogłoszone przez Chrystusa na Golgocie. Na świecie wciąż jest jednak wiele zła. Nie ma winy Boga w cierpieniu, jakie spotyka ludzi. Pochodzi ono od nas, bo dbamy o zewnętrzną czystość, ale zapominamy, że zło dzieje się za naszym przyzwoleniem lub bezpośrednio przez nas. „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza serca ludzkiego pochodzą złe myśli, kradzież, nierząd, zabójstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Mk 7, 20-22). Walka o człowieka nie odbywa się pomiędzy „Bogiem dobrym” i „bogiem złym”. Szatan jest tylko zbuntowanym stworzeniem.

To nie śmierć uwalnia, a Bóg

Czy jest w nas dość wiary, by ten proces zła zatrzymać? Łaski do tego Bóg nam nie szczędzi. Czy patrząc na ból i cierpienie, robimy wszystko, by nie tylko łagodzić skutki, ale też powstrzymywać zło? Bardzo zmieniliśmy ten świat, wprowadzając grzech. Dlatego potrzebujemy ponownego przyjścia Jezusa, który odbuduje świat według pierwotnego zamysłu Boga. Nowa Jerozolima to nowy świat, w którym nie będzie już grzechu. Jezus pokonał zło, ale my wciąż opieramy się Jego łasce. Chcemy, by to śmierć uwolniła nas od ciężaru, smutku i naszych przywar, a tak mało próbujemy zmienić za życia. Cała moc, potrzebna moc, ukryta jest w Eucharystii.

To wszystko, co zewnętrzne, tylko mówi o naszej wierze, ale jej nie tworzy. Krzyżyki, medaliki, obrzędy i pogoń za cudami nie sprawią, że będzie więcej Boga na świecie, jeśli nie pozwolimy Mu działać przez nas. Moc Boża nie objawi się w niczym tak spektakularnie jak w człowieku. Zostaw to wszystko, co wydaje się bliskie twojemu sercu, ale odwraca uwagę od istoty wiary, którą jest sam Bóg. Chciej Go dotknąć i poznać. Postaraj się o żywą relację. Twoje życie może całe być piękną modlitwą, jeśli będziesz się nim dzielić z Bogiem. I to ty sam musisz znaleźć metodę. Nikt nie powie ci, jak tego dokonać. Wszystko jest jedynie wskazówką, ale w każdej relacji chodzi najbardziej o to, by była szczera.

Bądź spokojny, bo On wszystko ogarnia

Duch Święty jest ciągle w ruchu. Dzięki Niemu wiara jest procesem, zmienia się i dojrzewa. Nie pozwala nam stać w miejscu i dopóki nie odnajdziemy Boga, nie będziemy spokojni. Poczuj się bezpiecznie, bo On jest w Kościele, do którego należysz. Działa z mocą i podpowiada, kieruje nasze myśli w stronę dobra, inspiruje, by wciąż na nowo odczytywać Ewangelię i wprowadzać ją w życie. Duch Święty daje moc kapłanom do posługi, jest obecny w sakramentach, napełnia serca kardynałów wybierających papieża i działa przez jego pontyfikat. Naprawdę jesteśmy bezpieczni.

Nie obawiaj się zła, które widzisz daleko. Duch Święty działa również na peryferiach Kościoła i poza nim. Ludzie innych wyznań też doświadczają Jego działania, a On subtelnie wlewa w ich serca prawdę o Jezusie i tym, co dla nas zrobił. Jego celem jest znalezienie tych, którzy zaginęli. O ich zbawienie również chodzi. Każdy człowiek, niezależnie od miejsca i warunków, w jakich się urodził, został powołany do świętości i jest kochany. Choćby nawet czynił zło, walka o niego trwa do końca.

Logika Bożej hojności

Jeśli przeraża cię świat, jaki widzisz, pełen wojen i śmierci, miej ufność w Bogu. Rób wszystko, co możliwe, by Bóg czynił dobro przez ciebie. Czy jest w tobie tyle wiary, by uzdrawiać ludzi, wyciągać ich z rozpaczy, mówić językami ludzi i aniołów? To wszystko wydaje ci się takie banalne, ale czy chociaż raz tego doświadczyłeś? Wiara ma niespotykaną moc: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17, 19). Ludzie w czasach Jezusa z taką szczerością wyznawali, że jest Bogiem, że mieli dostęp do niesamowitych łask. Co się stało z nasza wiarą, że jesteśmy dziś tak bezsilni? Apostołowie mieli tylko jedną prośbę: „Panie, przymnóż nam wiary” (por. Łk 17, 5).

Jedynym ograniczeniem dla Ducha Świętego jest rozeznanie, czy to, o co prosisz, rzeczywiście będzie służyło zbawieniu ludzi. Czasami twoje dobro może okazać się uciskiem kogoś innego. Ale logika Bożej hojności nie jest logiką ludzkiego rozumu. Jeśli tylko zabawieniu miałoby służyć przeniesienie Mount Everestu na inne miejsce – Bóg by to zrobił. Jeżeli tylko zbawieniu miałoby służyć, że wzniesiesz się jak ptak w niebo, już teraz mógłbyś polecieć. Celowo opieram się na tak przerysowanych porównaniach, by udowodnić, z jakim rozmachem Bóg chce i może czynić dobro. Warunkiem jest twoja zgoda na to i dobre owoce pragnień, jakie nosisz w sercu. Dla Boga twoje marzenia mają sens i są ważne. On razem z tobą patrzy w niebo, gdy szukasz odpowiedzi, marzysz i planujesz. Jeśli tylko to, czego pragniesz, jest obiektywnie dobre – udzieli ci swej mocy. Ale twoja własna praca będzie niezbędna. Zło samo na świat nie przyszło, dobro również nie dzieje się samo.

Najpiękniejsze doświadczenie w życiu

Jeśli tylko naszej wierze i zbawieniu miałoby pomóc zobaczenie Boga, pokazałby się w tej chwili. Ale problem twojej i mojej niewiary jest znacznie głębszy. „Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16, 31). Jezus zmartwychwstał i pokazuje się nam w Komunii, a i tak nie wierzymy. Przyjdzie natomiast taki moment, gdy spotkasz Boga twarzą w twarz, a On otrze z twoich policzków każdą łzę. I chociaż zbawienie się już dokonało, wiele w tej chwili będzie zależało także od twojej odpowiedzi na pytanie „Czy kochasz?”.

Bądź szczęśliwy, że żyjemy w czasach ostatecznych. To znaczy, że Bóg już wygrał i działa z pełną mocą. Jedynym problemem są nasze blokady i niewierność. Tak długo, jak będziemy się buntować przeciwko Niemu, będzie na świecie zło. Najstraszliwszy koniec świata nie odmieni serc, które nie chcą tej zmiany. Jego przyjście będzie piękne i pełne nadziei, tak jak zesłanie Ducha Świętego w Wieczerniku. Przerażą cię jedynie własne grzechy, ale On sam przyniesie ci pokój. I zobaczysz świat takim, jakim go stworzył. Patrzenie Jego oczami musi być najwspanialszym przeżyciem, jakiego doświadczymy.

***

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu DEON.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *