Bóg pachnie chlebem

Jest podstawowym pożywieniem dla milionów ludzi, ginęli za niego nasi przodkowie, odwołują się do niego politycy, jest symbolem dobroczynności, a my się o niego modlimy, gdyż zamieszkał w nim sam Bóg. Kim lub czym jest chleb i co chce nam powiedzieć?

Dotykając go mam wrażenie, że wchodzę w relację z pewną świętością. Pamiętam z dzieciństwa zapach świeżego chleba, jak babcia czy mama całowały go i robiły znak krzyża, nim zgłodniała gromada dzieci dopadała się do niego. Pamiętam też spory o jego najlepszą część – u nas w domu była to piętka. Posmarowana masłem i wręczona z miłością miała niepowtarzalny smak. Dziadek opowiadał mi, że podczas wojny często chował podarowaną mu kromkę pod poduszkę. Była dla niego tak cenna, że zachowywał ją mimo głodu na później. Była jego gwarancją przetrwania i jakiejś normalności. Dzisiaj inaczej patrzę na chleb, który jest owocem mojej własnej pracy. W ostatnim czasie tęsknota za jego głębszym poznaniem, popchnęła mnie w stronę domowego wypieku. W kącie dojrzewa zakwas, który miesza się z zapachem wypieczonych już bochenków. W tym domu czuć błogosławieństwo!

W Wielkopolsce każda część chleba ma swoją nazwę: piętka, kromka, sznytka, pajda. Natomiast świat zawdzięcza Polsce chleb żytni na zakwasie, w krajach anglojęzycznych nazywają go wprost: polish bread. Z opowieści babci wiem, że dawniej młoda dziewczyna musiała opanować sztukę pieczeni chleba, aby dostać zgodę na wyjście za mąż. Nie była to prosta sprawa. Właśnie ten niepozorny wyrób był podstawą domowej więzi, smakiem jaki będzie rankiem jednoczył małżonków i przypominał dzieciom dom. Bo w każdym domu smakował niepowtarzalnie. Wierzono, że dobry chleb jest odzwierciedleniem dobrej duszy gospodyni. Dojrzała i pełna miłości matka przelewała tę miłość na domowy wypiek. We wsi były kamienne piece do wspólnego użytku. Rozgrzewało się je w określonych dniach i według potrzeb ludzie korzystali z nich. To ich jednoczyło także jako wspólnotę lokalną. Nic więc dziwnego, że w chwilach prześladowań, rozbiorów i wojen ludzie walczyli o „Boga i chleb”, za „wolność i chleb”, pragnęli też „chleba i igrzysk”. Jest on właśnie głębokim symbolem błogosławieństwa Boga, wolności i dobrobytu.

Dla mnie osobiście chleb ma w sobie pewną mistykę. Uczestniczyłem pewnego roku w obchodach Triduum Paschalnego na Polach Lednickich. Jest tam wyjątkowa tradycja tych trzech dni. Po każdej liturgii zebrani ludzie zasiadają do wspólnej uczty. Czwartek jest dniem chleba, piątek ryby, a sobota rozpoczyna Paschę pieczonym barankiem. I właśnie tam przeżyłem coś wspaniałego. Blisko północy rozpoczęła się uczta chleba. Ludzie przywieźli bochenki z własnych domów, a każdy z nich był inny, niepowtarzalny. Wcześniej posililiśmy się słowem, teraz przyszła kolej na chleb. Poczułem się jak na ostatniej wieczerzy. Tak, jakby każdy okruch niósł historię, której był świadkiem tego dnia. Wracając do domu pytałem siebie: czy to możliwe, że historia chleba i Boga jest jedną historią? W tym momencie wiedziałem tylko to – Bóg pachnie chlebem! Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że Jego ciało w wygłodniałych ustach jest pokarmem, który swym smakiem przewyższa wszystkie znane mi smaki? Zupełnie jak smak chleba w dzieciństwie. Być może dlatego, że po Eucharystii, łamiąc ten wielki bochenek chleba z ludźmi, których kocham, czułem Jego obecność.

To On mi podał chleb, On mnie nauczył go spożywać. Bóg pachnie chlebem, bo chleb jest pokorny, cichy i ukryty. Chleb pachnie Bogiem, bo syci nie tylko ciało. Podejrzewam, że tego dnia zapach chleba dobiegał spod krzyża, mieszając się z wonią Jerozolimy.

Czy dzisiaj chleb ma w naszym społeczeństwie należne mu miejsce? Widzę, że nie. Różne trendy przychodzą do nas ze świata, ostatnio mówi się, że chleb jest niezdrowy. Jednocześnie w serwisach informacyjnych słyszę o Polsce, marnującej ilości chleba zdolne wyżywić 11 mln. osób. W Wenezueli wprowadzono ograniczenia na hostie z braku mąki. A w Afryce chleb to wciąż rarytas dla blisko miliarda ludzi. Jeżeli szukamy wiarygodnego wskaźnika kryzysu naszej cywilizacji, to jest nim bez wątpienia marnotrawstwo chleba

Proces pieczenia chleba uczy nas kilku ważnych rzeczy. Dzisiaj wszystko chcemy mieć na szybko i dużych ilościach, mamy problem z cierpliwym czekaniem i dzieleniem się. Myślę, że można śmiało powiedzieć za Jezusem, że to właśnie wierność w rzeczach małych stawia nas nad wielkimi. By upiec chleb należało mieć najlepszej jakości mąkę, doświadczenie, czystą wodę i sól chroniącą przed zepsuciem. Nasze babki łapały dzikie drożdże z powietrza, by zrobić zakwas. Ciasto trzeba było wyrobić nagą dłonią, często podczas tego procesu śpiewano Godzinki i modlono się. Później następował długi czas potrzebny na jego wyrośnięcie i rozgrzanie pieca. Pieczono go kamiennej komorze, a cała rodzina czekała. W domu trzeba było zachować zgodę „bo chleb czuje, czy domownicy są dla siebie dobrzy”. Według mojej babci to właśnie miłość ma największy wpływ na wyrośnięcie ciasta, a zakalec był ukrytą złością, chowającą się w domu. Czasem udało się dzieciakom urwać kawałek świeżej kromki, ale matki zazwyczaj owijały gorący chleb w płótno – musiał odstać jeszcze dobę. W mojej wsi najczęściej działo się to w sobotę, by po niedzielnej Mszy można było cieszyć się smakiem świeżego bochenka. Opowiadając mi swoje wspomnienia, ludzie mieli łzy w oczach.

Staram się wypiekać chleb domowym sposobem, odkrywając jak wielką jest tajemnicą i jak wiele pokory uczy mnie samego wobec swojej prostoty – mąka, woda i sól. Jeden nieodpowiedzialny ruch może wszystko zepsuć. Oby nie przyszły takie czasy, że modlitwa chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj stanie się tylko metaforą, na którą nikt nie będzie zwracał uwagi. Doświadczenie spotkania z bezdomnymi w Krakowie nauczyło mnie jeszcze większego szacunku dla chleba. Zrozumiałem, że chleb nie należy do nikogo, nie można nim zarządzać. Jest od Boga, stworzony by się nim dzielić.

Wczoraj podczas uwielbienia na krakowskim Rynku, ludzie z Zupy na plantach i Sant’Egidio rozdawali chleb potrzebującym. I dotarło do mnie, że na tym powinno polegać Boże Ciało. Nie na manifestowaniu swojej wiary tak, jak to robi się z poglądami politycznymi, ale na dawaniu chleba. Kto wie, może w przyszłym roku wierni pójdą na procesje z bochenkami chleba rozdając je po drodze? A może gdzieś na świecie już tak się dzieje, tylko ci, którzy dają są zazwyczaj tak cisi jak chleb, którym się dzielą. Wszyscy go potrzebujemy – chleba i Boga.

Na koniec słowa pewnej modlitwy:

Kim jesteś chlebie? Jak to się stało, że zamieszkał w tobie Bóg? Opowiedz nam o mocy, którą ci dano. Jak nasycasz ludzi na świecie i wprowadzasz pokój pomiędzy łamiącymi się Tobą. Wytłumacz nam, jak każdy twój okruch na głos kapłana wypełnia się całą pełnią Bóstwa i człowieczeństwa Jezusa. Dlaczego zostałeś wybrany spośród tylu pokarmów? Jak Bóg tak bezbronny, będąc dzieckiem, przyjął jeszcze bardziej pokorną postać w tobie? Naucz nas swojej pokory, cichości i prawdziwego smaku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *