Biskupi listy piszą, a wierni odpowiadają

Koniec roku i początek nowego to w Polsce czas obfity w listy pasterskie. Piszą prawie wszyscy biskupi i rektorzy katolickich uczelni. I co roku powraca ten sam niesmak, bo często ociekające polityką czy socjologią listy, zastępując homilię niewiele mają wspólnego z wiarą i Słowem Bożym.

Zastanawiam się z czego wynika to faux pas duszpasterskie? Słyszałem opinie, że to nakaz biskupi. Inni księża mówią, że wynik braku „pomysłu” na kazanie. Niezależnie od powodów najwięcej tracą na tym wierni. Miejscem na listy duszpasterskie są gabloty parafialne, ogłoszenia, ewentualnie odczytanie przed lub po mszy.

Słuchając ich mam często wrażenie, że to twórczość sekretarza kurialisty, sygnowana tylko biskupim podpisem. Tracą wierni, a nic nie zastąpi prostej, powiedzianej z serca homilii. Nie każdy kapłan to erudyta, ale każdy ma Ducha Świętego.

Zmiana pokoleniowa i bunt

Po ostatniej serii listów zauważyłem, że problemem Kościoła w Polsce jest siłowanie się z kultem św. Jana Pawła II. Zdecydowanie nie wiemy jak do pamięci o nim podejść. Dla młodego pokolenia kult ten staje się nie do udźwignięcia. Przypominany jest przy każdej możliwej okazji, a bez niego czujemy, że czegoś naszej wierze brakuje, jakbyśmy nie mieli nic do dania Bogu i drugiemu człowiekowi od siebie. W efekcie obserwujemy szkalowanie postaci papieża w sieci i na ulicach, bo zbliżanie się do jednej skrajności zawsze będzie powodowało odpowiedź drugiej. Ten, który stał się patronem młodzieży jest dzisiaj też jej wielkim problemem.

Biskupi opierają się na nauczaniu św. Jana Pawła II, bojąc się, że nie mają nic do powiedzenia swoim wiernym. Żyją w cieniu tego znakomitego duszpasterza Kościoła powszechnego. Tymczasem każdy z nich ma być pasterzem na miarę Chrystusa, a nie człowieka – choćby nawet żyjącego najpiękniej. Rozumiem, że potrzebujemy wzorców i łatwiej opierać się na tych, które są nam znane. Jednak Jezus nie jest kalką z innego świata – można Go poznać kontemplując słowo, to jedyna droga. Coraz trudniej będzie prozumieć się z kolejnymi pokoleniami.

Biskup to nie ozdoba

Widzę też coś absolutnie pięknego. Sądzę, że u podstaw biskupich listów jest głębokie pragnienie bycia przy ludziach, wejścia w ich życie i obecność w wierze. Dlaczego jednak zatrzymują się na takiej namiastce? Drodzy Biskupi, jesteście potrzebni wśród nas – w naszej codzienności, w sakramentach i w głoszeniu Ewangelii. Wszystko inne jest dodatkiem. Nam tej obecności po prostu brakuje. Kapłanom w parafiach brakuje waszego ojcowskiego prowadzenia. Kościół z perspektywy naszych małych wspólnot jest na pewno trudniejszy, ale piękniejszy. Powierzcie administrowanie kompetentnym pomocnikom, a bądźcie dla nas duszpasterzami.

Nie jesteśmy bez winy. W naszej świadomości biskup, to ozdoba każdej gali, uroczystości i ważnego wydarzenia lokalnego. Brakuje im czasu, by być dostępnym dla swoich kapłanów, wysłuchać ich problemów, pomysłów, inspiracji. Dla wiernych zadaniem jest poważne traktowanie naszych biskupów. Zrezygnujmy z honorowania własnej pychy. Język, którym mówimy do biskupów staje się językiem w jakim nam odpowiadają. Forma jaką przybrał nasz dialog jest bardzo słabym kompromisem dwóch lękających się siebie światów. Żaden list nie zastąpi obecności.

Towarzyszenie jest stylem Boga

Księża z parafii zazdrośnie patrzą na zakonników. Dominikańskie i franciszkańskie kościoły pękają w szwach. Sekrety są dwa: Słowo i wyjście do ludzi. Dominikańskie studium, czyli kontemplacja Ewangelii i dzielenia się jej owocami rozpalają kolejne pokolenia studentów. Tam nie usłyszysz listu podczas mszy, ale słowa mówiące o twoim życiu. Tym samym skradł nam serca św. Jan Paweł II, to jest cecha papieża Franciszka, fenomen bpa Rysia i wielu innych. Wszyscy oni biorą przykład z Jezusa. On sam nauczył nas takiego towarzyszenia ludziom. Jest prawdziwym pasterzem i kapłanem.

To jest możliwe. Biskupi podczas Światowych Dni Młodzieży poderwali nas swoim głoszeniem. Stadion Cracovii, który był miejscem najliczniejszych katechez polskojęzycznych zapełnił się po brzegi. Wszystkie organizacyjne i techniczne sprawy zeszły na drugi plan, wobec entuzjazmu i mocy z jaką głosili Ewangelię bp Grzegorz Ryś, bp Edward Dajczak i abp Wojciech Polak. Oni również doświadczyli wiary w spotkaniu z żywym Kościołem. Mówili mi o tym po katechezach.

Potrzebujemy Was

Mam takie marzenie, że znajdą się biskupi, którzy wsiądą w samochód, żeby z zaskoczenia odwiedzić jedną ze swoich parafii. Zamiast smutnych bibliograficznych streszczeń, będą pisać listy pełne zachwytu nad słowami na najbliższą niedzielę, które odkryli na nowo. Otworzą drzwi kurii dla codziennych spraw swoich kapłanów, będą dla nich ojcami w wierze. Nauczą się odpoczywać przy nas.

Marzy mi się, że kapłani będą mieli więcej odwagi, by swojego pasterza odwiedzić i poznać, a wierni zrozumieją, że nie wszystko musi zostać poświęcone i otwarte przez biskupa. Supermarket i nowy budynek gminy obejdą się bez tego. Kolejna szkoła im. Jana Pawła II również. Miejmy za to odwagę zaprosić biskupa, by wygłosił dla nas katechezę, odprawił mszę – bez patosu, wielkich powitań, wierszyków i wspólnych zdjęć. Niech ma okazję zjeść obiad z naszym proboszczem i wikariuszem.

Mistrzem pisania listów był św. Paweł. Emanowały one pragnieniem życia we wspólnocie. Dzielił się świadectwem, Słowem Bożym i ogromną tęsknotą. Listy pisze się do ludzi bliskich. Chciejmy budować taką bliskość i tworzyć jeden Kościół.

Wiara rodzi się ze słuchania, więc mówcie do nas jak najczęściej. Mówcie o Słowie, o historii zbawienia i o wielkiej miłości Boga ku nam. Będziecie silni naszą wiarą. Świętego Pawła w apostolskiej wędrówce umacniała właśnie żywa więź ze wspólnotami, które założył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *