Bieda nie jest sloganem

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy po przeprowadzce do Krakowa było nasycenie tego miasta ludźmi bezdomnymi i biednymi. Poznań pod tym względem był inny. Wiedziałem gdzie takich ludzi spotkać, ale głównie poza centrum, jakby bardziej niewidoczni. Pierwsza diagnoza była taka, że to pewnie ze względu na ilość turystów, którzy są łatwym łupem dla żebraków. Dzisiaj widzę jak mylne i niesprawiedliwe było moje myślenie.

Każdy z nas miał kiedyś dylemat, czy pomóc. Złapani najczęściej w pędzie do tramwaju, wiecznie spóźnieni. Kiedy słyszymy prośbę o pomoc mamy obraz pieniędzy, często też wprost słyszymy, że o nie właśnie chodzi. Wahamy się, czy nasza pomoc na pewno zostanie przeznaczona na jedzenie. Wątpliwości dodaje obraz takiej osoby: brudnej, zaniedbanej i śmierdzącej alkoholem. Jednak tak samo jesteśmy nieufni wobec kogoś zadbanego – przecież skoro potrafi schludnie wyglądać, to może też iść do pracy. Wiem, że trudno poznać czyjąś historię na ulicy, łatwiej ocenić według szablonu. Ale właśnie czas to pieniądze, o które proszą Ci ludzie. Przekonałem się o tym nie raz. Może właśnie dlatego tutaj na południu jest ich więcej, bo ludzie są bardziej otwarci na dawanie czasu?

Siostra Małgorzata Chmielewska w wywiadzie udzielonym Piotrkowi Żyłce powiedziała: Nie mogą nędzarze i głodni czekać, aż my zmienimy systemy. Więc trzeba pracować dwutorowo. Człowiek jest głodny tu i teraz, nie ma gdzie spać tu i teraz. Zmieniając jego sytuację, zmieniamy świat. Zbyt często chcemy zrzucić wszystko na system, który działa powoli. Zamiast czekać na działania idące z góry przyjmijmy, że dobre zmiany idą z dołu, od jednostki. Zmiana systemowa to zmiana w każdym z nas, zmiana naszej mentalności. Jeżeli nie przyjmiemy tego, to pozostanie jedynie zapis w prawie bez znaczenie w życiu.

Nie zawsze udaje mi się pomóc. Są takie dni, że mi także brakuje pieniędzy w oczekiwaniu na wypłatę. Nie robię tego za wszelką cenę, bo żeby czynić miłosierdzie potrzeba też rozumu. Jednak ile razy zdecydowałem się pomóc nie żałowałem. Przede wszystkim dawałem czas. Moich dylematów nie uspokoi odejście od potrzebującego. Zaoszczędzę jedynie pieniądze. Czasem warto zapytać czego konkretnie potrzeba, podejść do najbliższego sklepu zrobić skromne zakupy i kupić ciepłą kawę. Ale też nie rzucać tego z łaski – może właśnie cenniejsze jest podjęcie rozmowy, zaczekanie przynajmniej do ostatniego łyku tej kawy. Któż z nas nie lubi wypić jej w dobrym towarzystwie? To nie jest utopijne myślenie, ale banalne owszem. Życie to banał, pełno w nim sytuacji, które już zostały opisane i przeżyte. Jedyną nowością jakiej możemy się spodziewać to każdy człowiek.

Moja idea jest taka, żeby nie oceniać, czy ktoś jest godny pomocy. Nie tędy droga. Jeśli mogę jednak uspokoić swoje sumienie i jednocześnie nie być obojętnym, to dlaczego nie próbować. Nawet alkoholik zasługuje na drugą szansę i każdy kto ma problem. Ludzie bez problemów nie lądują na ulicy. W każdym powrocie do zdrowia potrzebne jest wsparcie bliskich. Nasza akceptacja i czas może być impulsem do szukania pomocy przez tą osobę. Może tez nie wydarzyć się nic nadzwyczajnego i będziemy tylko doraźnym środkiem na biedę. Myślę, że przede wszystkim nie warto nic oczekiwać w zamian. Nawet gdy spotkamy się z chamstwem warto pamiętać, że stoimy naprzeciwko człowieka. I tak samo my mamy prawo odmówić lub powiedzieć, że zabolało nas czyjeś zachowanie. Wychowujmy się wzajemnie do bycia lepszymi, to nas nic nie kosztuje. A jeśli się boisz i nie jesteś przekonany to poszukaj organizacji, która ma doświadczenie w pomocy. To pewność mądrej pomocy.

Każdy kto uważa, że świat cierpi na niedosyt dobra i chciałby go zmienić niech zacznie od siebie. Ja i ten bezdomny to już dwie osoby, które doświadczyły dobra. Mamy potencjał, żeby nieść je dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *