Adam, Ewa i dinozaury

Często słucham czytań, zastanawiając się, jak mogę pogodzić biblijny obraz stworzenia świata z ewolucją. Podczas Liturgii  Paschalnej usłyszeliśmy o tym raz jeszcze. Liczne czytania i psalmy ukazywały drogę od stworzenia człowieka do jego odkupienia przez Jezusa. Czy można te dwa obrazy w ogóle porównywać?

Na początku bałem się, że znajdę odpowiedź, która zaprzeczy temu, w co wierzę. Później większy strach miałem przed tym, że będę ignorantem, który odrzuca naukę dla wiary. Dzisiaj widzę, że można pogodzić te strony. W zasadzie one wiele o sobie wzajemnie mówią.

Historia stworzenia świata jest tylko teorią, która nie daje jasnych i pewnych odpowiedzi. Bardzo twardo bronimy owych 6 dni pracy i jednego na odpoczynek. Lecz gdy zastanowimy się nad tym poważnie, jak miałoby to wyglądać? Czy Bóg rzeczywiście był zmęczony? Na jeden dzień zniknął i pozostawił świat swojemu biegowi, bo potrzebował urlopu? To człowiek potrzebował jednego dnia na odpoczynek. Natchniony Duchem Świętym postanowił ten dzień oddać na chwałę Boga, dziękować za wszystko, co otrzymał. Wiedział, że nie z własnej woli i mocy posiada te dobra.

Intuicja przodków

Ewolucja wcale nie stoi w sprzeczności z wiarą. Pewne zjawiska i odkrycia zmuszają nas do refleksji, ale to człowiek jest autorem hipotez. Musi przyjąć jakieś założenia, od czegoś się odbić – potwierdzać i zaprzeczać własnym argumentom. Czy istniały dinozaury, a życie wyszło z wody? Bardzo możliwe. Bóg jest panem natury i jej praw. To On kształtował świat i przygotowywał na przyjście człowieka – dopiero wtedy uznał świat za skończony. Nawet starożytni mieli intuicję, że woda jest źródłem życia. Pierwsza z ciemności i światła wyłania się właśnie woda, którą Bóg rozdziela na niebo i morza. Ta metafora pokazuje, że ówcześni ludzie w jakiś sposób rozumieli ewolucję, czyli proces przemian.

Zapewne istniał jakiś nierozumny przodek człowieka. Pośród wszystkich stworzeń to jego Bóg wybrał i obdarzył swoim Duchem, a z Nim przyszła wolność, wola i zdolność kochania. Stał się człowiekiem rozumnym. Żydzi mieli bardzo dobrą intuicję dotyczącą imienia. Uważali, że imię określa głęboką tożsamość człowieka. Ktoś, kto nie ma imienia, nie istnieje jako osoba. Coś, co nie zostało nazwane, nie ma praw. Stąd wiele imion, które nadawali Żydzi, odzwierciedlało w swoim znaczeniu jakiś przymiot Boga, chwaliło Go.

Moment stworzenia Adama był dniem, gdy uzyskał samoświadomość. Człowiek jest jedynym stworzeniem, które ma stosunek do samego siebie. Bóg pokazał mu, że jest Adamem, tak polecił mu się nazwać. Wszystko, co widział w tym ostatnim tygodniu, doprowadziło go do pytania o to, kim sam jest. Gdy stał się Adamem, dostał polecenie nazwania tego, co wcześniej zobaczył. Tak symbolicznie została mu powierzona władza i opieka nad światem.

Jednak Adam był samotny. Zdawał sobie sprawę z własnych emocji, chęci doświadczenia miłości. Nie wiemy, kiedy naprawdę została stworzona Ewa. Ale dla Adama stała się realna, gdy ją spotkał. Obudził się i zobaczył przy sobie kobietę. Ewa mogła się mu przyglądać, była zafascynowana tym, jak podobnie do niej jest zbudowany. Zauważyła też, że tak wiele ich łączy – zarysowane widocznie żebra. Może Adam ją przytulił i wtedy zobaczył, że ich żebra do siebie pasują. Po tym stwierdził, że została ona stworzona z jego żebra. Patriarchat nie wynika z tego, że Adam został wcześniej stworzony od Ewy (tego nie wiemy), ale z tego, że to mężczyzna miał inicjatywę nadawania nazw stworzeniom. I utrwalały to kolejne pokolenia, aż do dzisiaj, gdy się to zmieniło. Nazwał ją niewiastą, bo nie wiedziała, skąd przyszła, nie potrafiła powiedzieć, jak się tu znalazła.

Grzech pierworodny, a ewolucja

Te 6 dni Boskiej pracy to mogły być epoki w dziejach świata, gdy kształtowała się Ziemia. To czas długi i niezbadany, gdyż – jak wiemy – „jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (2P 3,8). Ale może to też było po prostu sześć dni, gdy człowiek zdawał sobie sprawę z kolejnych stworzonych rzeczy, nazywał je i był nimi zauroczony. Od momentu, gdy pewnego dnia obudził się i pojął, że świat to coś więcej, aż do dnia, w którym zdał sobie sprawę z siebie samego – minęło 6 dni. Doszedł do siódmego dnia i zadał sobie pierwsze pytanie w dziejach ludzkości: skąd to wszystko się wzięło? Wtedy Bóg ukazał mu swoją obecność. „Błogosławieni czystego serca, albowiem Boga oglądać będą”. Tak Adam odkrywał świat.

Pierwsi ludzie nie byli twardzi i doświadczeni, mieli mentalność dzieci. Prostota dziecka polega na tym, że uczy się, obserwując rodziców, i tego właśnie oczekiwał Bóg. Chciał stać się dla nich wzorem do naśladowania. W pewnym momencie człowiek z tym zerwał, wszedł w okres buntu. To właśnie wyrażał grzech pierworodny. Ewa i Adam postanowili szukać wiedzy o świecie poza Bogiem. Chcieli ominąć proces dojrzewania i zdobyć wiedzę o poznaniu dobra i zła sami.

Chcieli zdobyć wiedzę, której Bóg im nie bronił, ale nie byli na nią gotowi na tym etapie życia. Oni sami wyszli z raju, to była konsekwencja ich przeświadczenia o samodzielności, którą zyskali już po grzechu. Wstyd mieszał się z chęcią zrobienia wszystkiego po swojemu. Ich grzech jest udziałem każdego człowieka, nie w sposób magiczny albo w wyniku wyjątkowej złości Boga. Wiedzę o tym, co jest złem, a co dobrem – czyli pychę mniemania o własnej nieomylności – mamy już od urodzenia. Tym jest grzech pierworodny, który otworzył drogę do dalszego grzechu. W pewien sposób ukształtowaliśmy człowieka wewnętrznie, za pomocą wychowania.

Odpowiedzią na to było pojawienie się Maryi, która narodziła się bez grzechu pierworodnego, czyli w wolności, jaką przed nią miała jedynie Ewa w raju. Tylko tak Maryja mogła zdecydować o swoim powołaniu i pośrednio odwrócić skutki grzechu pierworodnego dla pokoleń, rodząc Jezusa. Wcześniej byliśmy w stanie grzechu i nie mając usprawiedliwienia, nie mogliśmy przebywać w bezpośredniej obecności Boga.

Czy był ogród, jabłko i wąż? To wszystko są jakieś uproszczenia i metafory, opisujące sytuację pierwszego oddalenia się od Boga. Ogród był pięknem świata, jaki jest widziany przez ludzi czystego serca, z nieskażonym spojrzeniem – ten raj i widzenie Boga utraciliśmy. Wąż (jako zwierzę) był jedynie wyobrażeniem w głowie Ewy. W swojej niewinności uległa pokusie szatana, który skusił ją pragnieniem „bycia jak Bóg”. Adam skosztował po niej, bo nie miał powodu, by jej nie ufać. Gdy odpowiada Bogu, zrzucając winę na kobietę, nie kłamie. On węża nie widział, gdyż pierwsze kuszenie i dialog odbyło się prawdopodobnie w sercu Ewy. Adam znał jasny zakaz i złamał go nie przymuszony. Równie dobrze mogło być tak, że Ewa ze strachu po prostu zrzuciła winę na pierwszą istotę, jaka w tej chwili wydała jej się najbardziej odrażająca – a był nim wąż w zaroślach.

W jaki sposób szatan otrzymał dostęp do czystego ludzkiego serca? Przez rozmowę, skorzystał z naszej wolności. Ewa zaczęła z nim rozmawiać, była bezbronna. I można pomyśleć, że w tym wszystkim jest winny Bóg, który nie obdarzył od początku ludzi tym poznaniem dobra i zła, ale On się przecież nie ukrywał. Pokazał się cały, by Go naśladowali.

Na tym koniec?

Tak mogło wyglądać „stworzenie człowieka”. To jedna z wielu prób wytłumaczenia tej historii. Warto próbować zrozumieć własną wiarę. Nigdy nie opiszemy tej sfery w sposób obiektywny, ale można się przybliżyć do tego, ukazać chociaż część obszernej prawdy. Tak samo jest z ewolucją. To tylko teoria, która nie jest poznana w całości. Zbudowana została na pewnych wskazówkach i hipotezach.

Moment „początku świata”, tak trudny do zdefiniowania dla nauki, jest początkiem widzialnego działania Boga. Ewolucja to proces zmian w czasie. Nie stoi ona w sprzeczności z wiarą, ale trzeba uznać, że Bóg jest poza czasem. Podsumować można to za św. Janem (1J 3, 2): „obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest”. Jeszcze nie ujawniło się, czym będziemy – tzn. jeszcze nie poznaliśmy smaku życia wiecznego. I to jest nasze ostateczne powołanie.

***

Tekst jest jedynie próbą odczytania symboliki i w żaden sposób nie przedstawia teologicznego ani też naukowego punktu widzenia uznanego przez Kościół.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *