[7] Pani Ukwiał #ChocolateBox

Dziś najkrócej, jak się tylko da. Cudowny niedzielny wieczór. Wracam tramwajem ze spotkania. Usiadłem spokojnie w „czwóreczce”. Przystanek dalej dosiadła się do mnie starsza pani, na oko lat sześćdziesiąt. Siedzieliśmy twarzą w twarz. Pani była w berecie. Nie pytajcie, czy moherowym, bo nie wiem! Na czubku zamiast tradycyjnego knota od znicza przymocowane było coś… no właśnie, co? Kształtem przypominało ramię ukwiału lub ewentualnie nasionko dmuchawca na charakterystycznej parasolce. Było to żelowe i wesoło dyndało w rytm łączeń szyn. Pani chyba zauważyła, że bawi tym modnym elementem cały przedział i roześmiała się, ściągając beret z głowy. „Kupiłam taki na ryneczku i nie wiem, jak się tego pozbyć. W domu już nie zdążyłam”. Zgodnie z prośbą zerknąłem i poinformowałem panią, że da się to zdemontować, ale trzeba jednak nożyczek lub czegoś ostrego. Na szczęście nie było to jakoś mocno przymocowane, powiedziałbym, że tradycyjna ukwiałowa nóżka. „No nic, poproszę wnuczka” – powiedziała i wcisnęła z powrotem beret na głowę. I tak sobie już jechaliśmy do końca parskając śmiechem za każdym razem, gdy na siebie spojrzeliśmy. Boże! Jak ja ci dziękuję za tramwaje i za dystans.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *