[4] Gorzka pomarańcza #ChocolateBox

Wiedziałem, że łatwo nie będzie. Raz zwątpię w siebie, innym razem w ludzi. Mijamy się nie tylko fizycznie, ale też duchowo, emocjonalnie, mentalnie. MPK zaliczyło dziś kilkudziesięciominutową awarię. Jak to często bywa, brak napięcia w trakcji rodzi niesamowite napięcie między ludźmi. Tylko te międzyludzkie awarie są trudniejsze do naprawienia i dłużej odczuwalne ich skutki. W zimnym spóźnionym tramwaju budzą się demony, demoniki i chochliki.

W przepełnionym składzie walka o łyk powietrza ustępuje walce o miejsce siedzące. Przyznaję, że mało co drażni mnie tak, jak przypadkowe wmieszanie w bitwy o fotel. W swojej nieświadomości raz dostaniesz torbą, innym razem plecakiem, czasem wbiją ci czubek parasola w sam środek stopy. Nie umiem być wielkoduszny w takich sytuacjach. Tym razem starałem się wznieść. W mojej obecności pokłóciły się dwie kobiety. Obydwie starsze, choć na oko różnica wieku była dwudziestoletnia – przyjmijmy więc, że jedna miała 60, a druga 80 lat. Walka była wyrównana, ale wygrała młodsza. Starszą poważnie to oburzyło. Pełnym głosem wyrażała swoje oburzenie, kierując w stronę rywalki naprawdę gorzkie słowa. Poszło na argumenty. Kto jest ze ZBoWiD-u, a kogo prześladowali komuniści, kto ma chore serce, a kto nogi. Reszta odwracała wzrok i uciekała w świat słuchawek. Ja postanowiłem się wmieszać.

W swojej pysze myślałem, że wystarczy dobre słowo i przyjdzie mi zostać bohaterem, a na blogu wyląduje kolejna historia. To ostatnie się spełniło, choć mówię – z ręką na sercu – wolę inne historie. Starsza pani była nieprzejednana w swoim żalu. W końcu ktoś inny ustąpił jej miejsca, ale już do końca drogi narzekała na wszystko. Na próbę łagodzenia czy odwracania uwagi od sporu reagowała gniewem. Nie podała mi swojego imienia, nie chciała poznać mojego. Perfekcyjnie za to wymieniała wszystkie nazwy chorób, jakie ją w życiu dotknęły, jakby wciąż wierząc, że właśnie tamto pierwsze miejsce było jej przeznaczone. Z każdym kolejnym przystankiem tramwaj pustoszał.

W jakiś przedziwny sposób udzieliła mi się jej gorycz, jak fragment białej skórki na niedoskonale obranej pomarańczy, który zabija cały jej smak. Bo dzień miał być dobry – tak sobie postanowiłem, stojąc przed lustrem. Złość trzymała mnie mniej więcej do południa. Pomyślałem sobie „nie chcę być tak zgorzkniały, jak tamta kobieta”, a w notatniku zapisałem „bądź dobry teraz i na starość”.

Miałem wam opowiadać milsze historie, bardziej inspirujące. Wczoraj spuściłem zasłonę milczenia na mężczyznę ze sklepu, odmawiając mu prawa do bycia bohaterem. Ale wiecie co? Być może ta kobieta siedzi teraz w pustym niedogrzanym mieszkaniu. Może dzieci od dawna do niej nie dzwonią, a z mężem widuje się tylko na cmentarzu. Pomyślcie o niej ciepło wieczorem. Człowiek nie rodzi się gorzki.