[3] Może Maria #ChocolateBox

Mikołajki zawsze przypominają mi o domu. W wypastowanych butach rankiem pojawiały się słodycze. Czasem babcia wysyłała do nas wujka z prezentem zapakowanym w szarą papierową torbę. Bo przecież Mikołaj to gapa i co roku zostawiał prezenty po wszystkich babciach i ciociach, jakby co chwilę przypominał sobie, że „jeszcze przecież to!”. Ale ze wszystkich tych prezentów najbardziej pamiętam czekoladowe mikołajki Goplany. Gdy tylko spadnie pierwszy śnieg, noszę je przy sobie. To mój mały kawałek domu w kieszeni kurtki.

Dziś skończyły mi się zapasy, więc wszedłem do sklepu, który mijam każdego dnia w drodze do pracy. Zazwyczaj wpadam do niego po bułkę lub owsiankę na szybko i na później. Pracuje tam pewna pani. Myślę, że jest w wieku mojej mamy. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze nazywałem sobie ją w głowie „Panią Marią”. Pech chciał, że dziś była sama. Przed sklepem piętrzyła się dostawa, w sklepie wiła kolejka. Na zmianę obsługiwała klienta i biegła podpisać dokumenty odbioru. Trochę to trwało. Staliśmy już wreszcie w kolejce tylko my dwaj, ja i przede mną pan w długim płaszczu. Niecierpliwie przeskakiwał z nogi na nogę. W końcu, gdy przyszedł jego czas wpadł w furię i strasznie krzyczał. Nie chcę przytaczać szczegółów i epitetów, bo takich wątpliwych bohaterów lepiej zapomnieć. Nie o nich mają być te adwentowe opowieści. Powiedział swoje, zabrał swoje i wyszedł. A ja już dawno nie widziałem mojej ulubionej sprzedawczyni tak nieobecnej, coś więcej niż smutnej. Głupio mi było nawet się odezwać, bo co powiedzieć po takiej litanii przekleństw. „Pani Maria” podała mi moje dziesięć mikołajków. Uprzejmie podziękowałem i zapłaciłem biorąc tylko dziewięć z nich. Cofnął mnie jej głos: „Zapomniał pan jednego”. – Nie, nie zapomniałem. Dobrego dnia dla pani! – powiedziałem i wyszedłem naciągając na uszy czapkę. Widziałem w odbiciu szyby, jak się uśmiecha.

To nie jest opowieść o tym, jaki jestem fajny. To historia o tych, którzy mnie nauczyli takim być. Ktoś mi kiedyś przecież pierwszy podarował takiego mikołajka. Ktoś inny zwrócił uwagę, żebym umiał się nim dzielić. Ktoś wreszcie nauczył mnie współczuć i uśmiechać się do ludzi.

Co znaczy poznać kogoś naprawdę? Czy wystarczy wiedzieć, jak ma na imię? A może gdzie mieszka, ile zarabia i z kim dzieli łóżko? To wszystko tylko wiedza. Ja czuję, że kogoś znam, gdy mogłem zobaczyć jego uśmiech, łzy lub usłyszeć o czym marzy. Znajomy to ktoś taki, kto wpuszcza cię tam, gdzie inni nie wchodzą, bo myślą, że wiedzą o tobie już wszystko. Pastelowy uśmiech mojej ulubionej sprzedawczyni mówi mi, że się znamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.