[2] Szewc w dobrych butach #ChocolateBox

 

Poznać człowieka w komunikacji miejskiej jest prościej. Przez tę chwilę jesteśmy na siebie skazani. Można znaleźć np. wspólnego wroga, jakim jest dzisiejsza pogoda. Można. Tylko po co szukać wrogów. Rano wszyscy byli smutni, nikt nie szukał zaczepki. Sam też jakoś nostalgicznie wyglądałem za okno, pod ręką ściskając reklamówkę z butami. Nowy zakup poszedł mi w pięty – dosłownie. Musiałem zaplanować wizytę u szewca.

Po pracy pospiesznie udałem się w stronę jego zakładu. Skusiła mnie stara witryna, jakie pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Padało z nieba coś, co nie zasługiwało na miano ani śniegu, ani deszczu. W drzwiach pracowni przywitał mnie charakterystycznie gryzący zapach kleju, skóry i miły, choć szorstki głos. “No to co za buty pan przynosi?”. Dziadziuś! – pomyślałem. Mój dziadek miał przecież taki sam głos. Niestety nie mogłem zlokalizować nadawcy, bo okulary zbielały mi od pary. Zdjąłem je, i widząc niewiele więcej dojrzałem pod ogromnym wąsem przyjazny uśmiech. Wyciągnąłem buty z torby, wskazując na podeszwę przy pięcie.

“Bolą, tak? Ale dobre buty pan wybrał mimo wszystko” – powiedział, wyginając podeszwy, po czym przeglądał kalendarz i stwierdził: “No, ale wcześniej niż na za tydzień, to nie dam rady”. Zacząłem więc dociekać, skąd tyle zamówień. Myślałem, że to zawód wymierający i wolimy kupować nowe buty w sieciówkach niż naprawiać stare. Tak dowiedziałem się, że ludzie są niezwykle sentymentalni, a ten zakład to już dziadek i ojciec prowadzili, chociaż w różnych miejscach, a on to trochę z przymusu przejął, ale dziś nie wyobraża sobie czegoś innego. “Sam sobie na egzamin czeladniczy buty zrobiłem. Widzi pan, ja bardzo lubię dobre buty i nie tylko z racji fachu. Takie skórkowe, jak pana, bardzo ładne, nosiłem za młodu. Teraz już nogi krzywe mam i trzeba bardziej dbać, żeby zimno nie ciągnęło, bo nerki bolą. Takie to sobie mogę sprawić tylko na pogrzeb! Tam mi już nadmierne grzanie nie będzie potrzebne”. Po tych słowach zaśmiał się, zakręcił wąsa i wręczył mi numerek z zamówieniem.

“Pan pyta o Piotra, zrobię je sam na wtorek. Dobrego wieczoru”- dokończył i zniknął za zasłoną.

Nigdy nie wiesz, gdzie poniosą cię buty, zwłaszcza te niewygodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.