[13] Na Kleparzu w dzień targowy #ChocolateBox

Podejmujemy wyzwania i postanowienia, aby w naszym życiu zmienić coś na lepsze. Ale zawsze przychodzi taki moment, kiedy nawet najbardziej szczere i pozytywne postanowienie może okazać się twoim osobistym ciemiężcą, który zamiast wznosić cię do góry, trzyma za kostkę, pociągając w dół. Wczoraj zaniedbałem kalendarz adwentowy dla własnego dobra. Ten projekt uświadomił mi, że każdego dnia mniej lub bardziej świadomie kogoś poznaję. I nie chciałbym nigdy traktować ludzi, jako celu do zdobycia, zwierzyny do upolowania. Nie chcę tego ani w mojej codzienności, ani w dziennikarstwie. Dlatego wczorajszą czekoladkę adwentową zeżarłem bezczelnie sam w zaciszu mojej pracowni. I kiedy po naprawdę ciężkim zawodowo tygodniu wróciłem do domu, resztkami sił podpierając zamykające się powieki i sięgałem po laptopa, pomyślałem „STOP”. Moje małe postanowienie miało mnie uczynić uważniejszym, bardziej spontanicznym, bogatszym – a nie niewolnikiem. I to było najlepsze, co mogłem dla siebie zrobić. Odpuścić.

A dzisiaj? Cudowny dzień. Mój kolega, Karol, zabrał mnie na Stary Kleparz. Mieliśmy zadanie nagrać vloga, w którym rozgryzamy adwentowe sprzeczności. I przez chwilę byłem w najcudowniejszym miejscu po tej stronie Wisły. Zaczarowany ogród to nic! Dookoła kolorowo, tony przypraw, domowych przetworów i wuchta wiary do poznania! Szybko ogarnęliśmy zadanie, a ja po wszystkim zostałem tam jeszcze trochę, żeby zrobić zakupy do kuchni, w której uwielbiam spędzać czas. Obłowiłem się po pachy i przy okazji podsłuchałem masę ciekawych dialogów.

 

Na Kleparzu w dzień targowy takie słyszy się rozmowy:

 

– Ma pani jeszcze swoje masełko?

– Ostatnia porcyja, wie pani, co dobre

– Nie, ja nie lubię, ale Lusi mleczka z masełkiem na rozgrzanie robię zimą. Dobrze smog wyciąga. Lusia! Nie szczekaj na pana!

(pani z pieskiem odchodzi)

– Co jeszcze! Pewnie na noc tego serdla liśćmi kapusty obkłada…

***

– Niespodzianka!

– Ale ja Pana nie znam!

***

– Czy te jajka są od szczęśliwych kur?

– Musi je pani sama zapytać (wskazując na martwy drób obok)

***

– Z czym są te ruskie?

– Dla pani to nawet z mięsem

– Co też ja plotę!  Z czym są te pierogi?!

– Te? To są ruskie

***

Zaczepił nas również pan, który usilnie próbował sprzedać jednorazowe maszynki do golenia. Gdy zza szalików wyłoniły się nasze obrośnięte gęby, odskoczył jakby diabła zobaczył. Później radośnie się roześmiał. Chyba zrobiliśmy mu dzień.

Takie to rzeczy w Krakowie!

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *