Powietrze, głód, ogień i wojna

Nie lubię wstępów. Wypada powiedzieć w nich coś mądrego, zaciekawić i wprowadzić w zagadnienie. Ta sprawa jest zbyt ważna, by zastosować klasyczne ramy podziału tekstu. Domaga się od razu treści, esencji. Wszyscy wiemy, że odbyły się Światowe Dni Młodzieży, że przyjechał Papież Franciszek. Najważniejsze jest jednak słowo i to co za nim idzie. A przyszło do mnie wielkimi krokami, nie daje spać w nocy i natrętnie przypomina o sobie za dnia. Sprawa miłosierdzia. Nie domniemanego, ale z twarzą konkretnych osób. Uchodźcy – to wobec nich byłem w ostatnim czasie najbardziej obojętny. Swoje sumienie gasiłem przerzucając odpowiedzialność na innych. Sam żal nie wystarczy, kiedy mogę działać.

Nie będę cytował słów Franciszka, bo musiałbym wklejać całe przemówienia. Są zbyt treściwe, by je dzielić i wyrywać z kontekstu. Każdy może te słowa odnaleźć i każdy może chcieć zrozumieć je na własny sposób, ale musimy mieć bardzo popsute sumienia jeśli nas w ogóle nie poruszają. Moja postawa jeszcze do niedawna była obojętna. Uważałem swoje zdanie za mądre, stonowane i przemyślane, ale nawet przez chwilę nie zadałem sobie trudu, żeby pomóc. Bałem się przyjąć ludzi obcych kulturowo do Polski, że będą wśród nich terroryści. Miałem też strach czy wytrzymamy to ekonomicznie jako kraj. Rozsądne jest raczej pomagać na odległość, tam gdzie toczy się wojna i robić wszystko dla pokoju. I większość z nas ma takie podejście. Jednak ja i moje zdanie pozostajemy w czterech ścianach wygodnego domu na sławnej już kanapie. Trzeba robić cokolwiek!

Jestem pewien, że w każdym z nas jest dobro i niezależnie od poglądów chcemy pomagać. Niech każdy robi to na miarę możliwości. Przyjmujmy uchodźców do wspólnot, które są na to gotowe i uszanujmy ich wybór. Dla wszystkich innych pozostaje wiele akcji wspomagania ludzi dotkniętych wojną. Gdyby każdy ofiarował tylko tyle ile naprawdę może okazałoby się, że możemy całkiem sporo. Jako obywatele mamy także realny wpływ na politykę zagraniczną. Jeśli wszyscy tak bardzo pragniemy pokoju, dlaczego wciąż warunki dyktuje mniejszość dążąca do wojny?

Zadbajmy o to, by być wspólnotą. Nasze obawy rosną wraz z podziałem w społeczeństwie, nie odwrotnie. Łatwiej zasymilować się ze wspólnotą posiadająca silne wewnętrzne więzi. Na przestrzeni dziejów byliśmy z tego znani. Siła Polaków przejawiała się w wewnętrznej jedności i szacunku dla odrębności wielu obywateli zasymilowanych. Może stąd wynikają nasze największe obawy? Chcielibyśmy najpierw mieć poczucie, że sami mamy na kogo liczyć. Dlatego przesłanie Papieża Franciszka jest nadzwyczaj aktualne. Wrażliwość i życzliwość to nie wymysł starszego pana z dalekiego kraju, ale recepta dla każdego z nas. Pierwszy krok do uratowania kogokolwiek.

Miłosierdzie nie jest elementem polityki, ale podstawą człowieczeństwa. Najbardziej szlachetne idee bez uczynków są martwe. Ile czasu zmarnowałem siedząc na kanapie w poruszeniu nad losem innych? Jakim paradoksem było to, że chciałem prowadzić bloga, który będzie opowiadał o spotykaniu ludzi, a z premedytacją omijałem uchodźców. Nic nie jest bardziej cennego od osoby stojącej obok nas. Sprawa uchodźców jest bardziej obok nas niż sądzimy.

Podczas pisania tego tekstu zapewne zginęło kilka, kilkanaście, a może kilkadziesiąt osób uciekających przed skutkami wojny. Mam nadzieję, że działania, które podejmuję pozwolą na uratowanie chociaż jednej osoby. Tu nie chodzi o to, by poczuć się lepszym, bardziej sprawiedliwym. Tu chodzi o człowieka i jego życie. Ja w to wchodzę – na całego!

Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *